REKLAMA
Czytaj e-wydanie
REKLAMA

Inwestycje

Rynkowe wahadło zaczyna faworyzować byki

Gośćmi ósmego odcinka Loży Parkietu byli: Wojciech Białek, bloger i niezależny analityk rynkowy, Krzysztof Borowski, prof. SGH oraz Emil Łobodziński, doradca inwestycyjne, DM PKO BP. Tematem rozmowy były postulaty polityczne dotyczące rynku oraz sygnały giełdowe zwiastujące spadek w krótkim terminie i wzrost w długim.
Foto: parkiet.com

W związku ze zbliżającymi się wyborami redakcja „Parkietu" zebrała od kandydujących partii postulaty dotyczące naszego rynku kapitałowego. Opublikowaliśmy je na naszych łamach w ubiegłym tygodniu. One dotyczą odpartyjnienia spółek skarbu państwa, reformy emerytalnej, nadzoru, podatków, etc. Czy któreś z tych postulatów wywołały u panów entuzjazm?

Krzysztof Borowski (KB): Moim zdaniem wszystkie partie unikają tematu rynku kapitałowego. On jest delikatnie dotykany i to nie jest to, na co ja liczyłem. Cały czas nie mogą się doczekać zmiany dotyczącej „wyciskania" drobnych akcjonariuszy. Według obecnych przepisów, jeśli ktoś przekroczy 90 proc. na walnym zgromadzeniu to może przymusowo wykupić pozostałe udziały. To jest krzywdzące, zwłaszcza dla kogoś, kto zakładał długoterminową inwestycję. Uważam to za pogwałcenie praw własności.

Jeśli chodzi o podatek Belki, to zastanawiam się dlaczego nie możemy wrzucać wszystkich wyników do jednego worka – zysków i strat z poszczególnych aktywów i jednostek funduszy – i płacić podatku od całkowitego bilansu. Mam wrażenie, że Skarb Państwa stworzył taką asymetrię – pobiera podatek od pewnych zysków (lokaty, dywidendy, kupony od obligacji), ale na odliczenia nałożył już pewne ograniczenia.

W postulatach brakuje mi też zachęt do długoterminowego inwestowania. Coś na zasadzie – zwrot całego podatku, jeśli obligacja skarbowa została przetrzymana do wykupienia. Podobne bonusy można zastosować także do akcji.

Ponadto uważam, że polska giełda powinna budować platformę handlową z innymi parkietami. Powinniśmy postawić system, do którego mogłyby podłączać się inne giełdy. Mam na myśli rynki z regionu trójmorza. W ten sposób stworzylibyśmy dużego gracza, piątego co wielkości w Europie, a inwestorzy zagraniczni mieliby ekspozycje na wszystkie ciekawe podmioty z tego obszaru w jednym miejscu. Nie musieliby się rozdrabniać na poszczególne kraje.

Po lekturze tych postulatów mam wrażenie, że giełda jest pozostawiona sama sobie...

Wojciech Białek (WB): I dobrze. Kondycja polskiego rynku kapitałowego jest w 90 proc. determinowana przez to co dzieje się na globalnym rynku i przez globalne przepływy kapitałowe. Jesteśmy czymś w rodzaju „grajdołka" wykopanego przez dziecko na plaży, w którym poziom wody zależy od pływów oceanicznych. Dlatego wszelkie kopanie łopatką w tym dołku jest po prostu skazane na niepowodzenie. Trudno pomóc, ale na szczęście trudno też zaszkodzić.

Wśród tych postulatów pojawiają się jednak pewne konkrety. W ramach tego festiwalu obietnic, niemal wszystkie komitety zapowiadają odpartyjnienie spółek skarbu państwa i bardzo restrykcyjne metody powoływania rad nadzorczych i zarządów. Czy to ma być remedium na bolączki naszego rynku?

WB: To są przede wszystkim postulaty opozycji, która nawołuje do merytokracji wtedy, gdy w tej opozycji jest. Natomiast gdy do władzy dochodzi, to wówczas przypomina sobie o zaletach partiokracji. Wydaje mi się, że w naszym kraju to jest problem kulturowy. Polityka jest raczej kwestią towarzyszką, czyli „ja z Mietkiem coś będziemy robić". To upartyjnienie jest więc zbyt głęboko zakorzenione w kulturze, żeby coś z tym można było zrobić.

Sprawa GetBacku sprawiła, że wiele partii zapowiada też reformę nadzoru. Od całkowitej deregulacji, przez przeniesienie części kompetencji na NBP, po tajemniczy system certyfikacji. Taki regulacyjno-nadzorczy lifting będzie dla nas zbawieniem?

Emil Łobodziński (EŁ): Moim zdaniem dla uniknięcia tego typu sytuacji jak ze wspomnianą spółką windykacyjną nie jest kluczowa kwestia nadzoru, a przede wszystkim edukacja. Z jednej strony zawiódł oczywiście nadzór, co powinno pociągnąć za sobą odpowiednie konsekwencje, ale z drugiej strony są też ludzie, którzy zapisywali się na obligacji, nie do końca wiedząc, jak się później okazało, na co się w ogóle zapisywali. I w tym kontekście brakuje mi w tych postulatach takich kwestii oddolnych, podstawowych, jak właśnie edukacja finansowa.

Czyli politycy tradycyjnie – dużo obiecują, a potem niewiele robią. Tymczasem, mimo globalnej sieci powiązań, mają moim zdaniem spory wpływ na kondycję naszego rynku, i mogliby ją poprawić. W postulatach pojawia się chociażby reforma CITu i opodatkowanie tylko tej części zysku, która trafia do akcjonariuszy. To przecież oznaczałoby poprawę sytuacji spółek, które reinwestują.

WB: Ja odpowiem ogólnie. Jako cyklista zastanawiam się, kiedy nadejdzie kolejny duży kryzys. Z moich historycznych rozważań wynika, że powinien się pojawiać około 2025 r. Gdy popatrzymy na dynamikę zadłużenie publicznego do PKB podczas dużych kryzysów, to tak na oko, żeby przejść ten kryzys w miarę suchą nogą (jak Polska dekadę temu), potrzebny byłby zapas długu do PKB mniej więcej 20 pkt proc. A ponieważ próg konstytucyjny wynosi 60 proc., to przed nadchodzącym kryzysem dobrze byłoby zejść z tą relacją poniżej 40 proc. Wówczas będzie przestrzeń do luzowania polityki fiskalnej i łagodzenia skutków kryzysu. I w tym kontekście te głośne zapowiedzi obniżania podatków są moim zdaniem groźne. Jeśli miałbym wybór – wolałbym wyższe czy nowe podatki, ale za to nadwyżkę w budżecie, która da nam ochronę przed kryzysem.

Kończąc wątek polityczny zapytam jeszcze o temat reformy emerytalnej. Niektóre partie postulują dodatkowe projekty, typu „Akcje za pracę", „Akcje emerytalne". Czy my potrzebujemy jeszcze większej rozbudowy tej oferty?

KB: Jeśli Wojtka teoria dotycząca „polskiego grajdołka" jest prawdziwa, to w zasadzie należałoby zmienić model PPK i nastawić się kapitałem na rynki globalne, bo to one wyznaczają trendy i tam można zarobić. Ja jednak pozostaję patriotą i uważam, że powinniśmy więcej robić, by naszą giełdę uzdrowić. W kwestiach bardziej szczegółowych uważam, że limity na IKE i IKZE są za niskie. Tam potrzeba większych kwot i dotyczy to oczywiście osób, które takimi kwotami dysponują.

Zostawmy politykę, przejdźmy do tego co lubimy najbardziej – do giełdy. Tradycyjnie chciałbym zapytać panów, co było największym pozytywnym/negatywnym zaskoczeniem września?

EŁ: Patrząc przez pryzmat i ostatniego miesiąca i kwartału, chciałbym zwrócić uwagę, że mimo ogólnie słabych nastrojów, było kilka branż, który zachowywały się bardzo dobrze. Mam na myśli spółki konsumenckie, jak Amrest, Dino Polska i LPP. I to w zasadzie wydaje się całkiem uzasadnione, bo dane makro pokazują, że sytuacja polskiego nabywcy jest bardzo dobra. Cały czas dobrze radzi sobie sektor gamingowy. I też trudno się dziwić, bo skoro CD Projekt podaje wyniki za II kwartał, z których wynika, że przedsprzedaż Cyberpunka jest wyższa od oczekiwań, to kurs naturalnie reaguje wzrostem. Na drugim biegunie mamy sektory, które rozczarowują. Wymieniłbym tutaj spółki budowlane, część spółek surowcowych. W przypadku tych ostatnich negatywny wpływ mają globalne trendy, czyli m. in. ceny węgla, miedzi.

WB: Mnie nie tyle zaskoczyło, co zszokowało to, co stało się na Bliskim Wschodzie. Mam na myśli atak na arabskie rafinerie, który w pewnym momencie wywołał 20-proc. wzrost ceny ropy naftowej. To wszystko znów odsyła nie do historii. Gdy popatrzymy na ruch kapitału między rynkami wschodzącymi a USA, to dostrzec można wielkie 16-17-letnie cykle. I teraz, od 9 lat wahadło odchyla się w kierunku USA, tzn. kapitał odpływa z peryferiów (stąd ta mizeria i narzekania na GPW) i płynie na Wall Street, pchając w górę FAANGi. W ramach tych cykli jesteśmy, moim zdaniem, tuż przed zmianą trendu – wahadło jest maksymalnie wychylone i powinno zacząć wieloletni ruch w drugą stronę. Poprzedni, taki właśnie ruch wahadła zaczął się 3 października 2001 r., czyli trzy tygodnie po atakach z 11 września. Jeszcze poprzedni taki ruch zaczął się 26 kwietnia 1986 r., to jest data katastrofy w Czernobylu. W tym kontekście ostatni atak na rafinerie, zwłaszcza w obliczu napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie, mógłby być pretekstem do odwetu, co sprzyjałoby powstaniu środowiska inflacyjnego. Na razie nie ma żadnej eskalacji, ale moje lampki alarmowe cały czas się świecą...

KB: Dla mnie zaskoczeniem pozostaje pewna dywergencja. Otóż, skoro kraj rozwija się tak szybko, a w WIG20 mogę wskazać może trzy spółki w trendzie wzrostowym, to dla mnie to jest niezrozumiałe. Czasem nie wiem, co mam mówić studentom, skoro np. Enea pokazuje dobre wyniki, a kurs leci w dół. Chyba, że te dziwne rzeczy to jest przygotowanie do zmiany wahadła, o którym mówi Wojtek. Na ten moment ja nie widzę przypływu kapitału, a raczej trend odwrotny. To już trwa długo, wiem, ale moim zdaniem za długo... Odchodząc od GPW, zwróciłbym uwagę na zwyżki metali szlachetnych, gdzie srebro z opóźnieniem zareagowało na drożejące złoto. Cały czas zerkam też na rynek nieruchomości i z moich obserwacji wynika, że w Warszawie rośnie podaż mieszkań na wynajem. To pokazuje, że być może powoli rentowność tego typu inwestycji, zaczyna hamować.

Na koniec, tradycyjnie, zapytam o obawy. Co będzie nam spędzać sen z powiek w październiku? Wyrok TSUE? Donald Trump? Wybory?

EŁ: Wyrok TSUE to jest w tym momencie sprawa kluczowa dla polskiego rynku akcji. Jeśli wyrok będzie korzystny, to polskie banki mogą stać się łakomym kąskiem, bo są po prostu nisko wyceniane. Scenariusza pesymistycznego ceny chyba jeszcze nie zdyskontowały, więc wtedy na zmianę trendu przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Jeśli chodzi o czynniki zagraniczne, to moim zdaniem spór handlowy USA i Chin wciąż pozostaje numerem jeden. I niestety spodziewam się tutaj fluktuacji nastrojów, a nie konkretnych rozstrzygnięć.

WB: Zwróciłbym uwagę na ostatni spadek ceny bitcoina. Kiedyś sformułowałem „kanarkową teorię kryptowalut", zgodnie z którą, są one instrumentem spekulacyjnym o najmniejszej wewnętrznej wartości, przez co jako pierwsze reagują na brak pieniądza. I co ciekawe – taki brak ujawnił się w USA dwa tygodnie temu, gdy Fed, po raz pierwszy od Wielkiego Kryzysu, stracił na chwilę kontrolę nad swoją stopą. Tzn. dopóki nie wpuścił na rynek kilkuset miliardów pożyczek nie był w stanie ustalić oprocentowania funduszy federalnych na poziomie, który oficjalnie ogłosił. Do tej pory nie jest znana dokładna przyczyna tego wydarzenia, a w międzyczasie zdążył zawalić się bitcoin i to w stylu, który widzieliśmy dwa razy – na początku lutego 2018 r. i w listopadzie 2018 r. Pierwszy sygnał zbiegł się w czasie z początkiem cyklicznej bessy na świecie, a drugi poprzedził ogromne spadki na Wall Street. Być może teraz to tąpnięcie bitcoina też zapowiada emocje w końcówce bessy, zwłaszcza, że na horyzoncie wiele czynników ryzyka: wyrok TSUE, wybory, brexit.

KB: Moim zdaniem kryptowaluty to kolos na glinianych nogach i nie traktuje tego rynku w charakterze inwestycyjnym, a raczej spekulacyjnym. Zgadzam się z Filipem, że jeżeli wyrok TSUE będzie niekorzystny, to kursy akcji banków zejdą jeszcze niżej. Na koniec dodam, że ten porządek świata wydaje mi się teraz taki rozmydlony – prezydent Trump rządzi na Twitterze i nie ma konkretnych rozstrzygnięć, podobnie jak nie widać ich w kwestii wyjścia Wielkiej Brytanii z unijnych struktur. Nie ma więc męskich decyzji, tylko takie mydlenie oczu, a rynki pozostają rozchwiane...

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA