Inwestycje

Niskie zyski z lokat pchają Polaków do ryzyka

Realne ujemne stopy procentowe nie zachęcają do bezpiecznych oszczędności. Klienci szukają większych zysków, czasami ryzykując zbyt wiele.
Foto: 123rf

Ostatnio nie ma miesiąca, aby na listę ostrzeżeń Komisji Nadzoru Finansowego nie trafiła firma podejrzana o nieuczciwe praktyki, a w internecie pełno ofert inwestycyjnych z „gwarantowanym" zyskiem (i to zwykle tak wysokim w stosunku do rentowności obligacji skarbowych, że od razu powinno pojawić się podejrzenie).

Polacy stawiają na zysk nominalny?

Na liście ostrzeżeń KNF jest już 76 podmiotów, które tam trafiły ze względu na podejrzenie wykonywania czynności bankowych, w szczególności przyjmowania pieniędzy od klientów w celu obciążania ich ryzykiem, bez zezwolenia. Kolejne 89 wpisów dotyczy prowadzenia działalności maklerskiej bez zezwolenia. Pojawiają się głosy, że to skutek niskich stóp procentowych, które dla klientów banków są wręcz ujemne, biorąc pod uwagę podatek Belki i inflację. Obecnie oprocentowanie nowych depozytów wynosi średnio tylko 1,6 proc. w skali roku, czyli realnie przynoszą 0,4 proc. straty.

– W okresie niskich stóp procentowych klienci szukają rozwiązań alternatywnych do lokat bankowych. Problem w tym, że nie mają doświadczenia w inwestowaniu. Próbują to wykorzystać oszuści, reklamując wysoko oprocentowane inwestycje jako pozbawione ryzyka inwestycyjnego - mówi Tomasz Wyłuda, dyrektor biura doradztwa inwestycyjnego w Credit Agricole.

Niektórzy eksperci twierdzą, że tak niskie jak obecnie stopy procentowe wręcz zniechęcają do bezpiecznego oszczędzania. Przez mizerne odsetki od lokat pojawia się frustracja i poszukiwanie inwestycji oferujących więcej, ale za wyższe ryzyko, co skutkuje czasami wyłożeniem pieniędzy w produkt nieodpowiadający profilowi ryzyka i horyzontowi inwestycyjnemu takiego klienta. Ale też czasem pada ofiarą oszustwa.

Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego i przewodniczący Rady Polityki Pieniężnej, na początku 2017 r. przyznał, że prawdopodobnie wydłuży się okres ujemnych realnych stóp. – Mamy doświadczenie krajów Europy Zachodniej, gdzie ten okres trwał bardzo długo. (...) Nie widzę powodu, by się tym niepokoić w jakikolwiek sposób – przekonywał Glapiński, wskazując, że okres ten w Polsce będzie krótki. Dla klientów banków, zakładających lokaty, trwa jednak już 18 miesięcy.

Nie widać napływów pieniędzy gospodarstw domowych na rynki aktywów finansowych – wręcz przeciwnie, instytucje finansowe notują w ostatnim czasie odpływy. Zdaniem Piotra Bartkiewicza, ekonomisty mBanku, najprawdopodobniej rekordowo niskie stopy stymulują popyt na realne aktywa, głównie nieruchomości, ale proces ten trwa od lat i skala zakupów gotówkowych mieszkań jest wysoka już od 2013–2014 roku. – Percepcja inflacji przez gospodarstwa domowe jest na tyle zróżnicowana i nierozpoznana, że można założyć, że z punktu widzenia inwestycji liczy się nominalny zwrot, ten zaś w przypadku lokat i depozytów pozostaje niezmiennie niski od lat – mówi Bartkiewicz. Ostatnie miesiące, czyli powrót inflacji po ponad dwóch latach deflacji, nic w tej kwestii nie zmieniły.

Jednak mimo rosnących dochodów Polaków i dobrej sytuacji na rynku pracy tempo przyrostu indywidualnych depozytów bankowych spowolniło. W 2017 r. urosły o blisko 4 proc., wolniej niż ponad 9 proc. w 2016 r., ale to głównie zasługa przyrostu depozytów bieżących, czyli pieniędzy na rachunkach oszczędnościowo-rozliczeniowych, które są bardzo nisko lub wręcz nieoprocentowane. Depozyty terminowe, czyli lokaty, z banków jednak odpływały (od marca 2016 r. łączna wartość lokat bankowych posiadanych przez gospodarstwa domowe niemal nieustannie spadała i do końca 2017 r. zmalała o 25 mld zł) w poszukiwaniu lepszych stóp zwrotu, w postaci głównie inwestycji na rynku nieruchomości, albo trafiały na konsumpcję. Popularne były też fundusze pieniężne i obligacji, ale te akcji i absolutnej stopy zwrotu notowały raczej umorzenia. Prawdziwym hitem są mieszkania. W całym 2017 r. ich zakupy za gotówkę były warte aż 18 mld zł i Polacy w mniejszym stopniu wspomagają się kredytem (70 proc. wartości transakcji w bieżącym roku bez udziału długu).

KNF przyznaje: niskie stopy ułatwiają łowy

– Nie można jednoznacznie stwierdzić, że w ostatnim czasie rośnie liczba podmiotów funkcjonujących bez stosownej licencji KNF, których działalność może być z góry nastawiona na sprzeniewierzenie środków finansowych potencjalnych inwestorów – mówi Jacek Barszczewski, rzecznik KNF.

Foto: GG Parkiet

Zwraca jednak uwagę, że ewolucji podlega schemat działania takich podmiotów. – Wiąże się to m.in. z rozwojem nowoczesnych technologii (kanałów dotarcia do potencjalnych inwestorów), stosowaniem nowych metod przez przestępców (m.in. w związku z rosnącą świadomością społeczną) oraz rozwojem rynku finansowego (nowe produkty finansowe). W opinii UKNF fakt występowania niskich stóp procentowych ułatwia podmiotom działającym bez stosownych licencji pozyskiwanie klientów, którzy kierują się chęcią osiągnięcia jak największych zysków i często nie są świadomi potencjalnych ryzyk z tym związanych – zaznacza.

Nadzorca wskazuje, że podjął szereg inicjatyw mających ochronić inwestorów, m.in. planowane są działania mające zwiększyć możliwości służb państwowych oraz samego UKNF. Przypomina też o nowelizacji ustawy o obrocie instrumentami finansowymi, wprowadzającej dodatkowe wymogi dla firm wykonujących czynności związane z usługami maklerskimi. Nowe rozwiązania mają także ograniczyć agresywny marketing, szczególnie dotyczący Foreksu.

W co zatem inwestować, aby móc liczyć na niezły zwrot, ale zachować ryzyko pod kontrolą? – Jeżeli chcemy mieć szansę na udział we wzroście indeksów giełdowych, a jednocześnie mieć gwarancję, że nie stracimy, możemy zainwestować w certyfikaty strukturyzowane. Wiele banków oferuje te produkty, które z jednej strony są zabezpieczone przed utratą zainwestowanej kwoty, a z drugiej strony pozwalają np. na 25–33-proc. udział we wzroście wybranego indeksu giełdowego – proponuje Wyłuda. Eksperci wskazują też na odpowiednio zbalansowany portfel składający się z funduszy różniących się ryzykiem.

Pytania do... Piotra Bartkiewicza ekonomisty mBanku

Inflacja jest w celu NBP, nie przyśpiesza i RPP sugeruje, że podwyżek stóp nie będzie aż do 2020 r.

Trzeba się szykować na niezmienione stopy przynajmniej przez najbliższy rok. Retoryka RPP wskazuje, że poprzeczka dla podwyżek została zawieszona wysoko. RPP nie tylko chce czekać, aż inflacja będzie tak blisko, że widać będzie jej białka oczu, ale wręcz może pozwolić na tymczasowy jej wzrost powyżej 2,5 proc. (środek celu inflacyjnego – red.). RPP traktuje cel wyprzedzająco i symetrycznie. Ale powszechny w niej pesymizm co do możliwości wzrostu inflacji i perspektyw wzrostu gospodarczego na kolejne lata sprawiają, że RPP może łatwo być zaskakiwana przez wzrost inflacji bazowej – za tym ostatnim przemawia wciąż wiele argumentów. Dlatego nasz scenariusz bazowy zakłada pierwszą podwyżkę stóp pod koniec 2019 r.

Możliwe, że do 2020 r. przyjdzie spowolnienie gospodarcze i nie będzie podwyżek?

Należy się z taką możliwością liczyć. Obecna RPP ma dużą szansę być pierwszą, która nie zmieni stóp procentowych w Polsce. Nie uważamy tego jednak za scenariusz bazowy.

Jak działania Fedu czy EBC wpłyną na decyzje RPP?

Zacieśnienie polityki pieniężnej za granicą wpływa najpierw na rynkowe stopy procentowe – dlatego rentowności polskich dziesięciolatek nie wynoszą ok. 2 proc. (jak na początku 2015 r.), tylko przeszło 3 proc. Inwestorzy, dla których walutą bazową jest dolar lub euro, muszą mieć perspektywę realnego zwrotu z inwestycji w polskie papiery. Wydarzenia w strefie euro mają niebagatelne znaczenie dla polskiej gospodarki, która jest silnie z nią sprzężona. Obecny konsens uczestników rynku zakłada niemal równoczesne rozpoczęcie zacieśnienia monetarnego przez EBC i NBP. W naszej opinii ten związek może być mniej ścisły, niż się powszechnie zakłada – RPP może w większym stopniu tolerować osłabienie złotego, a więc i zawężenie różnic w stopach procentowych między Polską a strefą euro. W przypadku krajów regionu trzeba mieć na uwadze odmienne uwarunkowania, w szczególności wyraźnie wyższą inflację i inflację bazową. Polska, ze swoim brakiem wewnętrznej presji cenowej, jest na ich tle wyjątkiem i członkowie RPP doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Piotra Święcika szefa biura doradztwa inwestycyjnego Citi Handlowego

Czy niskie stopy procentowe w Polsce powodują, że klienci szukają wyższych stóp zwrotu, często bardziej ryzykownych albo wręcz pachnących oszustwem?

Pochodną utrzymujących się niskich lub ujemnych realnych stóp procentowych mogą być zaburzenia na rynku finansowym polegające na powstawaniu finansowanych tanim pieniądzem baniek spekulacyjnych. Komunikowanie łagodnej polityki monetarnej wraz z jednoznacznym horyzontem czasowym może wzmacniać tego typu zachowania inwestorów, upewniając ich, że okres rynkowej prosperity będzie trwał w nieskończoność. Takie tendencje obserwujemy z różnym nasileniem na całym świecie od dziesięciu lat – a więc od momentu uruchomienia operacji QE na bezprecedensową globalną skalę.

Adam Glapiński, prezes NBP, mówił jakiś czas temu, że nie martwi go przedłużający się okres ujemnych stóp procentowych. Czy to grozi wystąpieniem problemów w niektórych obszarach rynku?

Oczekiwania inwestorów nie podążają za malejącą stopą wolną od ryzyka. To znaczy, że pomimo spadku rentowności we wszystkich segmentach rynku wciąż trwa pogoń za stopami zwrotu rzędu 5–10 proc. rocznie, co nie jest możliwe do osiągnięcia bez zaakceptowania zwiększonego poziomu ryzyka. Pojawia się więc pole do nadużyć – obietnice nieistniejących gwarancji czy trudnych do zweryfikowania zabezpieczeń przyciągają kapitał w kierunku „szarej strefy" rynku.

Które obszary mogą zostać dotknięte problemami?

Otoczenie niskich stóp generuje potężne ryzyka systemowe – skoncentrowane głównie w segmencie nieruchomości oraz obligacji korporacyjnych. Tu upatrywałbym ewentualnych problemów w niezbyt dalekiej przyszłości – gdy tylko stopy procentowe zaczną rosnąć, co może potencjalnie mieć miejsce pod koniec przyszłego roku. Warto więc, konstruując portfel inwestycyjny, mieć na uwadze kryteria dywersyfikacji, płynności – oraz zdrowego rozsądku.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły