Handel i konsumpcja

Sieci sklepów w starciu z rosnącymi pensjami

Rynek pracy nie rozpieszcza firm z popularnego w tym roku sektora. Spółki przyznają, że szukają pracowników do nowych sklepów.
Foto: Adobestock

Akcje spółek handlowych cieszyły się w ostatnim roku dużym wzięciem. Analitycy przypominają o jednym z większych kłopotów branży – rosnących kosztach płac. Zaledwie we wtorek rząd ogłosił plan podniesienia płacy minimalnej.

Kłopoty na rynku pracy

– Jednym z największych problemów firm handlu detalicznego jest brak rąk do pracy. I oczekiwania wyższych wynagrodzeń. Nie jest to tylko kłopot sklepów spożywczych, ale całego sektora. Daleko od miast rynek pracy jest trudny, ale blisko miast i w miastach jest dramatycznie trudny. Dlatego nacisk na e-commerce i automatyzację procesów (wprowadzanie systemu elektronicznej metki – RFID, samoobsługi, sklepów hybrydowych, takich jak ma eObuwie) jest tak istotny – mówi Łukasz Wachełko, szef analityków w biurze maklerskim Wood & Company.

Firmy szukają pracowników w związku z planami ekspansji. Na początku roku plan zatrudnienia 2,6 tys. osób ogłosiła sieć Lidl, częściowo konkurent giełdowego Dino, które po udanym roku także zaplanowało na ten rok rozbudowę sieci.

Również firmy prowadzące sieci sklepów z odzieżą i obuwiem pytane o sytuację na rynku pracy przyznają, że szukają pracowników.

– W tym roku postanowiliśmy kontynuować ambitne plany rozwoju sieci stacjonarnej, której powierzchnia w bieżącym roku powinna wzrosnąć aż o około 25 proc., w tym na terenie Polski o około 12 proc. – mówi Monika Wszeborowska, rzeczniczka Grupy LPP (właściciel marek Reserved czy Sinsay).

– W związku z tym poszukujemy kilkuset pracowników do naszej sieci sprzedaży niemal w każdym rejonie kraju, w tym przede wszystkim w województwach: śląskim, mazowieckim, dolnośląskim i wielkopolskim – wylicza.

Łódzkie Monnari Trade, choć nie ma dalekosiężnych planów rozwoju sieci sklepów, także szuka pracowników. Wiąże się to z zamykaniem placówek tam, gdzie firma nie porozumiała się co do czynszów z właścicielem powierzchni handlowej i otwieraniem sklepu w innym miejscu.

Sposoby na ryzyko

Aby radzić sobie z brakiem rąk do pracy na kasie lub rosnącymi oczekiwaniami co do wynagrodzeń, sieci sklepów w coraz większym stopniu stawiają na samoobsługę klientów. Widać to szczególnie w większych sklepach spożywczych i wielobranżowych, ale nie tylko. W przypadku sklepów Biedronka, należących do Jeronimo Martins, takich kas było w końcu grudnia ub.r. ponad 3,7 tys. na 1,1 tys. sklepów. Widać je w Leclerku czy Carrefourze, a poza sektorem w drogeriach Rossmann czy sportowych megastorach Decathlonu.

Wiele zależy przy tym od lokalizacji, asortymentu i wielkości sklepu, czyli od jego formatu. W mniejszych placówkach, np. w sklepach Dino, automatycznych kas nie znajdziemy. Widoczna w miastach Żabka zaś – po testach – zaczęła wdrażać dualne kasy (może ich używać i sprzedawca i klient) w coraz większej liczbie placówek. Jak informuje biuro prasowe, jest to element programu wsparcia franczyzobiorców.

Wzrost wynagrodzeń to nie tylko ryzyko. Piotr Bogusz, analityk Biura Maklerskiego Pekao, wskazuje, że wyższe pensje mogą oznaczać wyższe wydatki w sklepach.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.