Paniczna wyprzedaż, do której doszło w zeszłym tygodniu na giełdach w Chinach i w Hongkongu, miała dosyć oczywistą przyczynę. Inwestorzy wystraszyli się radykalnych działań chińskich regulatorów podejmowanych wobec kolejnych branż. Swoją ofensywę zaczęli oni w listopadzie, doprowadzając do odwołania ogromnej oferty publicznej firmy Ant Group (należącej do miliardera Jacka Ma, założyciela koncernu Alibaba). Wszczęli oni później dochodzenia wobec Alibaby, koncernu Tencent oraz innych gigantów cyfrowych. Inwestorzy przez wiele miesięcy nie widzieli w tym wielkiego zagrożenia. Owszem, chińskie akcje radziły sobie w pierwszym półroczu 2021 r. przeciętnie, ale można było to tłumaczyć większym zainteresowaniem inwestorów odbiciem gospodarczym w USA i w Europie. Prawdziwa seria uderzeń regulacyjnych, coraz mocniej niepokojących inwestorów, zaczęła się w czerwcu.