REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Świat

Dolar wkrótce zacznie tracić siły

Gościem Grzegorza Siemionczyka w środowym wydaniu programu „Prosto z parkietu” był Damian Rosiński, główny ekonomista domu maklerskiego AFS.
Foto: parkiet.com

Gospodarczym wydarzeniem tego tygodnia będzie piątkowy odczyt inflacji w styczniu. Z ankiety „Parkietu", w której pan uczestniczy, wynika, że indeks cen konsumpcyjnych (CPI) wzrósł o 4,2 proc. rok do roku, po 3,4 proc. w grudniu. Jeśli tak było, to w ciągu dwóch miesięcy inflacja podskoczyła o 1,6 pkt proc. Nie licząc przełomu 2016 i 2017 r., gdy wychodziliśmy z okresu deflacji, tak ostro inflacja przyspieszała poprzednio w 2004 r. Tymczasem RPP deklaruje, że nie ma potrzeby podwyższać stóp procentowych. Ma rację?

Patrząc na to, jak zachowuje się gospodarka, wydaje się, że ma rację. W mojej ocenie skok inflacji nie jest spowodowany tym, na co RPP ma wpływ. Mamy podwyżki cen energii elektrycznej, co wiąże się ze wzrostem cen uprawnień do emisji CO2. Podwyżka stóp tego nie zatrzyma, nie zahamuje też wzrostu cen żywności. Poza tym zmiany stóp działają z opóźnieniem. Biorąc pod uwagę to, że gospodarka hamuje, moim zdaniem RPP słusznie zachowuje powściągliwość.

Skoro tak, to czy błąd popełnił Narodowy Bank Czech (CNB), który dzień po decyzji RPP, aby pozostawić stopy na niezmienionym poziomie, zdecydował się na podwyżkę stóp? Czechy, tak jak Polska, mierzą się z jednej strony z przyspieszającą inflacją, a z drugiej ze spowolnieniem.

To była odważna decyzja, ale czeski bank centralny znany jest z takiego postępowania. Miał zerowe stopy procentowe, eksperymentował z zamrażaniem kursu waluty. Czy jego ostatnia decyzja jest słuszna, czas pokaże. Ale wydaje się, że w małej, otwartej gospodarce, silnie uzależnionej od Niemiec, które zwalniają, i z umacniającą się walutą, inflacja będzie spadała, nawet jeśli w I kwartale – tak jak w Polsce – chwilowo wzrośnie.

Niemcy zwalniają? Ten rok miał przynieść stabilizację koniunktury nad Renem, a nawet jej poprawę.

Takie były oczekiwania, ale koniec 2019 r. był w niemieckiej gospodarce bardzo słaby, a w I kwartale pojawił się czarny łabędź w postaci epidemii koronawirusa. Niemcy są mocno uzależnione od eksportu, więc z pewnością odczują spowolnienie w Chinach. Dotychczas prognozy sugerowały, że w I kwartale PKB Niemiec zwiększy się o 0,1 proc. Ale biorąc pod uwagę to, co pokazują ankietowe wskaźniki koniunktury nad Renem, należy spodziewać się gorszego wyniku. Moim zdaniem Niemcy doświadczą dwóch z rzędu kwartalnych zniżek PKB, czyli tzw. technicznej recesji.

Jak głębokie będzie pańskim zdaniem spowolnienie w Polsce?

Nie będzie głębokie. Ja jestem optymistą i uważam, że od II, a najpóźniej od III kwartału gospodarka zacznie przyspieszać, tzn. roczna dynamika PKB będzie z kwartału na kwartał coraz wyższa. W całym roku wzrost wyniesie około 3,4 proc., co biorąc pod uwagę skalę spowolnienia w Niemczech będzie wciąż bardzo przyzwoitym wynikiem.

Czy to rzeczywiście uzasadnia stabilizację stóp procentowych? Przecież taki wzrost jest zgodny z potencjałem polskiej gospodarki, nie powinien więc skutkować osłabieniem fundamentalnej presji inflacyjnej, która przejawia się wzrostem inflacji bazowej, nieobejmującej cen energii i żywności.

To prawda, większość szacunków sugeruje, że potencjalne tempo wzrostu polskiej gospodarki to 3–3,5 proc. Ale trzeba pamiętać, że I kwartał br. to już 10 z rzędu kwartał spowolnienia (najwyższe w tym cyklu tempo wzrostu PKB, 5,5 proc. rok do roku, Polska odnotowała w III kwartale 2017 r. – red.), wcześniej żadne spowolnienie nie trwało tak długo. Jak dotąd nie spowodowało to osłabienia inflacji, ale w przeszłości malejąca dynamika PKB z opóźnieniem roku lub półtora powodowała spadek inflacji. Spodziewam się, że tym razem ten związek też się pojawi, zwłaszcza że obserwujemy teraz spadek cen ropy naftowej. Czynniki sezonowe i statystyczne, które podbijają inflację na początku roku, w II połowie roku też będą działały w przeciwnym kierunku.

Jaka średnio będzie inflacja w 2020 r.?

Moim zdaniem będzie poniżej 3,5 proc., czyli górnej granicy pasma dopuszczalnych odchyleń od celu NBP.

Zmieńmy temat. Przewodniczący Fedu Jerome Powell mówił we wtorek w Kongresie, że polityka pieniężna w USA jest obecnie optymalna, dopasowana do okoliczności. Notowania kontraktów terminowych na główną stopę Fedu od dawna sugerują jednak, że rynek oczekuje obniżki stóp w tym roku. Epidemia koronawirusa jeszcze te oczekiwania wzmocniła. Pan też oczekuje cięcia stóp w USA?

Tak, pytanie jest tylko o to, kiedy do niej dojdzie. Rynek wycenia obniżkę na lipiec–sierpień, ale wiele będzie zależało od tego, czy Fed będzie chciał wesprzeć gospodarkę przed wyborami. Wydaje mi się, że nie ma takiej potrzeby. Druga połowa br. powinna być jeszcze dla USA udana. Ale po wyborach, na początku 2021 r., może dojść do głębszego spowolnienia. Jeśli Fed miałby z wyprzedzeniem próbować temu przeciwdziałać, to powinien obniżyć stopy najpóźniej we wrześniu.

Skoro zanosi się na obniżki stóp przez Fed, to skąd siła dolara? W stosunku do euro dolar jest najsilniejszy od niemal trzech lat. Kurs amerykańskiej waluty w złotych zbliża się zaś do 4 zł. Jeśli przebije ten poziom, też będzie najwyżej od pierwszej połowy 2017 r.

Dolar jest po prostu najbardziej atrakcyjny spośród głównych walut. Na amerykański rynek cały czas płynie szeroki strumień kapitału, co widać po zachowaniu tamtejszej giełdy. Realne stopy procentowe w USA są w okolicy zera, podczas gdy w strefie euro czy w Japonii są wyraźnie ujemne. Ostatnio dodatkowo słabną tzw. waluty towarowe, czyli te, które są powiązane z cenami surowców. Moim zdaniem siła dolara może się z tych powodów jeszcze przez jakiś czas utrzymywać. Ale większość prognoz – w tym moje – zakłada, że wkrótce dolar zacznie słabnąć. Przemawiają za tym czynniki pozaekonomiczne, np. polityczna presja na to, żeby dolar był słabszy. Po wspomnianym przemówieniu Powella Donald Trump zdążył już zatweetować, że stopy powinny być niższe, a dolar – słabszy. Biorąc pod uwagę to, że Japonia i strefa euro nie mają już za bardzo przestrzeni do obniżania stóp, różnice stóp między USA a innymi krajami będą się zmniejszały, co będzie niekorzystne dla dolara.

Nie spodziewa się pan, że kurs dolara na dłużej przebije symboliczną barierę 4 zł?

Nie wykluczam, że chwilowo kurs dolara przewyższy 4 zł, ale nie utrzyma się na tym poziomie długo.

Oczekiwanie na obniżki stóp w USA, wraz ze spowodowanym epidemią koronawirusa wzrostem awersji do ryzyka, sprzyja notowaniom złota. W obecnych warunkach ten kruszec może tylko drożeć?

Na pewno nie, mogą być przejściowe wahania. Ale jeśli spodziewamy się osłabienia dolara, to na dłuższą metę należy oczekiwać też wzrostu wyrażonej w dolarach ceny złota. Biorąc pod uwagę koniunkturę na świecie, wydaje się, że złoto wciąż będzie dobrą inwestycją.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA