Gospodarka - Kraj

Wysoka inflacja zaczyna się utrwalać

W sierpniu ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 5,4 proc. rok do roku, najbardziej od 20 lat. Za tak wysoką inflację odpowiadają w dużej mierze czynniki przejściowe. Ale na jej istotny spadek w 2022 r. nie ma co liczyć.
Foto: Fotorzepa, Marta Bogacz

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w sierpniu o 5,4 proc. rok do roku, najbardziej od czerwca 2001 r., po zwyżce o 5 proc. w lipcu – oszacował wstępnie GUS. Pocieszać można się tym, że wyższej inflacji w najbliższym czasie już raczej nie zobaczymy. Ale też ubywa powodów, aby wierzyć, że w dalszej perspektywie inflacja znacząco spadnie. Inne wtorkowe dane GUS pokazały, że w Polsce trwa boom konsumpcyjny, któremu nie towarzyszy szybki wzrost inwestycji. To może stworzyć długotrwałą presję na wzrost cen. Większość ekonomistów wątpi, aby w 2022 r. inflacja spadła poniżej 3,5 proc., czyli górnej granicy pasma dopuszczalnych odchyleń od celu NBP, co zapowiadały jeszcze lipcowe prognozy tej instytucji.

Długotrwałe odchylenie

Ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści przeciętnie szacowali (patrz tabela), że wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, wzrósł w sierpniu o 5,2 proc. rok do roku. Taki wynik niewiele by jednak zmieniał w ocenie wtorkowych danych: inflacja i tak byłaby najwyższa od 20 lat. W mocy pozostawałyby też prognozy, że pozostanie powyżej 5 proc. już do końca roku. To wyraźnie odróżnia dzisiejszy epizod inflacyjny od tego z 2001 r. Wtedy bowiem wzrost cen systematycznie hamował z dwucyfrowego poziomu w 2000 r. I był zgodny z celem inflacyjnym, który obligował Radę Polityki Pieniężnej do sprowadzenia rocznej dynamiki CPI do 6–8 proc. pod koniec 2001 r., 5 proc. na koniec 2002 r. i 3 proc. na koniec 2003 r. Dopiero od 2004 r. NBP ma za zadanie utrzymywać inflację na poziomie 2,5 proc. rocznie, tolerując odchylenia o 1 pkt proc. w każdą stronę. W sierpniu inflacja już piąty miesiąc z rzędu była poza tym pasmem dopuszczalnych odchyleń.

Co zrobi RPP?

Do przyspieszenia rocznej inflacji w sierpniu przyczynił się przede wszystkim większy niż w lipcu wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych. Towary z tej kategorii podrożały o 3,9 proc. rok do roku, najbardziej od roku, po 3,1 proc. w lipcu br.

Wyraźnie, do 6,1 proc. rok do roku z 5,3 proc. w lipcu, przyspieszył też wzrost cen nośników energii. To głównie efekt podwyżki cen gazu dla gospodarstw domowych z początkiem minionego miesiąca. Paliwa do prywatnych środków transportu podrożały w sierpniu o 28 proc. rok do roku, po 30 proc. w lipcu. W tym przypadku wzrost cen to w dużej mierze efekt niskiej bazy odniesienia sprzed roku.

Foto: GG Parkiet

Na tej podstawie ekonomiści szacują, że tzw. inflacja bazowa, nieobejmująca cen energii i żywności, przyspieszyła w sierpniu do około 3,9 proc. rok do roku, z 3,7 proc. miesiąc wcześniej. Dla większości członków Rady Polityki Pieniężnej może to być argument na rzecz dalszego zwlekania z podwyżkami stóp procentowych, które dziś są na rekordowo niskim poziomie. Inflacja bazowa, która lepiej niż inflacja ogółem pokazuje krajową presję na wzrost cen, wciąż jest niższa niż przez większą część ub.r. A także ją podwyższają obecnie czynniki, na które krajowa polityka pieniężna nie ma wpływu, takie jak wzrost cen odbioru śmieci. Wtorkowe dane mogą więc utwierdzać RPP w przekonaniu, że podwyższona inflacja jest zjawiskiem pochodzącym spoza polskiej gospodarki, a także przejściowym.

„Ostatni opis dyskusji na posiedzeniu RPP sugeruje, że większość jej członków nadal traktuje inflację jak szok cenowy, zmniejszający dochód realny, i nie widzi inflacji popytowej. Sierpniowy odczyt, wiedziony przez ceny żywności, sprzyja takiemu myśleniu" – zauważyli w komentarzu ekonomiści z mBanku. W ich ocenie wciąż bardziej prawdopodobne jest, że RPP zdecyduje się na pierwszą podwyżkę stóp dopiero na początku 2022 r., a nie jeszcze w tym roku. Nie jest to jednak pogląd powszechny. Część ekonomistów, np. z ING Banku Śląskiego, spodziewa się zaostrzenia polityki pieniężnej w listopadzie, gdy RPP zapozna się z nowymi prognozami inflacji autorstwa analityków z NBP. Oczekiwania na wcześniejsze niż się dotąd zanosiło zaostrzenie polityki pieniężnej widać też na rynku finansowym. Ich przejawem jest m.in. wtorkowe umocnienie złotego: kurs euro po raz pierwszy od wczesnego lipca zmalał we wtorek poniżej 4,53 zł z ponad 4,56 zł w poniedziałek.

Rozgrzana konsumpcja

Dla części członków RPP uspokajające może być także to, że CPI w sierpniu w porównaniu z poprzednim miesiącem wzrósł o zaledwie 0,2 proc., po 0,4 proc. w lipcu. Jeszcze w pierwszych miesiącach br. wskaźnik ten rósł średnio w tempie 0,9 proc. miesięcznie. To, że tak mierzona inflacja zmalała, można postrzegać jako dowód, że za wysoką inflacją w ujęciu rok do roku stoją głównie efekty niskiej bazy odniesienia. W rzeczywistości jednak sierpniowa zwyżka CPI była duża. W tym miesiącu od 2000 r. ani razu nie doszło do większej zwyżki cen towarów i usług konsumpcyjnych. Średnio malały one o 0,3 proc. miesiąc do miesiąca.

Foto: PARKIET

Ekonomiści podkreślają, że nawet jeśli prawdą jest, że dzisiaj inflację podbijają przede wszystkim efekty niskiej bazy oraz inne czynniki, na które RPP nie ma wpływu, to szybko się to zmienia. „Podwyższona inflacja tylko w niewielkim stopniu generowana jest przez efekty bazy z ubiegłego roku. Już przed pandemią wzrost cen był bliski 5 proc. rocznie. Obok czynników regulacyjnych naszym zdaniem proinflacyjnie działa też struktura PKB z przechyleniem w kierunku konsumpcji" – tłumaczy Rafał Benecki, główny ekonomista ING BSK. „Na dalsze pobudzanie konsumpcji nastawione są podatkowe zmiany proponowane w ramach Polskiego Ładu, co – obok opóźnionego wpływu rosnących cen producentów – utrzyma wysoką inflację również w przyszłym roku" – przekonuje. W ocenie ekonomistów z ING BSK, w 2022 r. inflacja w Polsce wyniesie średnio 3,9 proc., w porównaniu z około 4,5 proc. w br.

Inwestycyjny falstart

Na sprzyjający inflacji charakter odbicia aktywności w polskiej gospodarce, o którym wspomniał Benecki, wskazują dane dotyczące struktury PKB w II kwartale. Wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych zwiększyły się, jak podał we wtorek GUS, realnie o 13,3 proc., najbardziej we współczesnej historii, po zwyżce o zaledwie 0,2 proc. w I kwartale. To dodało aż 7,4 pkt proc. do rocznego wzrostu PKB, który sięgnął 11,1 proc. (zamiast 10,9 proc., jak wstępnie szacował GUS w połowie sierpnia). Tak silny popyt konsumpcyjny, jak podkreśla Andrzej Kamiński, ekonomista z Banku Millennium, pozwala firmom przerzucać rosnące koszty pracy i materiałów na ceny detaliczne. Jednocześnie wzrostowi kosztów, oprócz zaburzeń w łańcuchach dostaw, sprzyja słabość inwestycji. W II kwartale ich realna wartość wzrosła o 5 proc. rok do roku, po 1,3 proc. w I kwartale. Ekonomiści spodziewali się wyniku dwucyfrowego. Na domiar złego w ujęciu kwartał do kwartału (po oczyszczeniu z wpływu czynników sezo­nowych) wydatki inwestycyjne w gospodarce zmalały o niemal 11 proc., po zwyżce o 16 proc. w pierwszych miesiącach br.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.