REKLAMA
REKLAMA

Giełda

Loża Parkietu. Listopad będzie momentem kulminacyjnym?

W piątek w wirtualnym studiu Loży Parkietu spotkali się Krzysztof Borowski, SGH, Wojciech Białek, blog "K(no)w future" i Łukasz Wardyn, CMC Markets. Tematem rozmowy była sytuacja na rynkach akcji i prognozy.
Foto: Parkiet TV

Tradycyjnie chciałbym zacząć od zaskoczeń. A że nie nagrywaliśmy Loży od marca, to chętnie usłyszę zarówno o kwietniowych, jak i majowych zaskoczeniach?

Wojciech Białek (WB): Dla mnie największym zaskoczeniem kwietnia była cena baryłki WTI, która spadła do -37,6 USD. Dla producentów było to zaskoczenie negatywne, a dla konsumentów chyba pozytywne, choć nikomu na stacji do benzyny nie dopłacano (śmiech). W maju natomiast największym dla mnie zaskoczeniem było to, że pandemia w Polsce nie zaczęła słabnąć, tak jak to miało miejsce w Czechach po wprawdzeniu maseczek, tylko dzienna liczba przypadków zaczęła stabilizować się w przedziale 300-400.

Krzysztof Borowski (KB): Mam takie wrażenie, że w ostatnich miesiąch to łatwiej powiedzieć, co mnie nie zaskoczyło. Tyle się bowiem działo, że codziennie przygotowując slajdy dla studentów w temacie bankowości inwestycyjnej, miałem jakiś nowy, dodatkowy wątek. Także powiedzienie "obyś żył w ciekawych czasach" sprawdziło się idealnie. Przyznam, że cieszę się z napływu nowych inwestorów na GPW. Chyba skusiły ich do tego i niskie stopy procentowe i trudny rynek forex. Mam więc nadzieję, że to jest taki powrót do korzeni i jakaś część z tych nowicjuszy zostanie na parkiecie dłużej. Co do zaskoczeń rynkowych, to zwróciłbym uwagę na to ostatnie zachowanie sektora bankowego. Widać było silne odbicie w górę i napływ kapitału. To dobrze, bo trudno sobie w Warszawie wybrazić hossę bez udziału banków. Ciekawie wyglądało też zachowanie surowcó, złota, ropy, a w ostatnim czasie także produktów rolnych.

Łukasz Wardyn (ŁW): Ja zdecydowanie najbardziej przecierałem oczy ze zdumienia, gdy zobaczyłem ujemne ceny ropy. Jestem na rynku od kryzysu rosyjskiego i czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłem. W maju pozytywnie zaskoczyła mnie natomiast siła akcji japońskich spółek z indeksu Nikkei 225. Skok indeksu sięgnął prawie 10 proc., a przecież tamtejsza gospodarka jest w recesji już trzeci kwartał. Co do negatywnych zaskoczeńe, to numerem jeden jest dla mnie czwartkowa decyzja RPP o obniżce stóp procentowych. Obawiam się, że to nie jest właściwe działanie wspierające polską gospodarkę. Potrzeba chyba lepszej komunikacji i większego zaufania przedsiębiorców do rządu.

Jak widać po panów zaskoczeniach, na rynkach działo się i wciąż dzieje się bardzo dużo. Mam jednak takie wrażenie, że co by się nie działo, akcyjne indeksy cały czas rosną. W ostatnich dniach nowe, lokalne maksima wyznaczyły m. in. S&P500, DAX i WIG20. Skąd się bierze ten optymizm i jak długo może potrwać to ignorowanie niekorzystnego otoczenia gospodarczo-społecznego?

KB: Moim zdaniem spadek lutowo-marcowy miał zbyt dużą skalę. Rynek przereagował, więc można uznać, że zdyskontował w ten sposób złe dane, które napływają do nas z gospodarek od kilku tygodni. W tym kontekście trwające odbicie wydaje się być całkiem uzasadnione. Indeksy próbują zbudować formację "V" i wyjść w górę, choć wciąż wiele zależy od tego, jak będzie rozwijać się pandemia. Jeśli będzie druga fala, to niewykluczone jest pogłębienie marcowych dołków. Na ten moment skłaniam się jednak w kierunku senariusza kontynuacji zwyżek, przy czym przydałaby się korekta z dołkiem położnym zacznie wyżej od tego marcowego. Wtedy zaczęłaby się rysować średnio, a być może nawet długoterminowa struktura wzrostowa. Oczywiście pamiętajmy też o książkowym schemacie z falą C, czyli falą rozczarowania, choć przypominam, że teoria ta powstała w czasch, gdy nie było takiego pompowania kapitału na rynki finansowe ze strony banków centralnych, z jakim mamy obecnie do czynienia. Stopy są niskie, programy QE trwają. Część tej płynności trafia bezpośrednio na giełdy, a poza tym nisko oprocentowane lokaty skłaniają ludzi do bardziej ryzykownych inwestycji.

Panowie się zgadzają, że rynek już zdyskontował konsekwencje koronawirusa?

ŁW: Moim zdaniem w cenach jest obecnie duża doza pazerności inwestorów. Skoro relacja stopy dywidendy dla spółek z S&P500 do rentowności amerykańskich 10-latek jest najkorzystniejsza od 80 lat, to trudno nie widzieć wzrostów na giełdach. Oczywiście ceny są irracjonalne dziś i były takie w marcu. Rynek jest rozchwiany. Pojawiło się jednak dużo kapitału, stopy zostały obniżone, rządy urachamiają kolejne pakiety pomocowe i inwestorzy czekają na powrót gospodarek na ścieżkę wzrostu. Myślę jednak, że kiedyś przyjdzie nam za to zapłacić, z kilka kwartałów, a może za kilka lat. Ale na ten moment nikt się tym nie przejmuje i nie wybiega tak daleko do przodu.

Jak ta sytuacja wygląda z perspektywy cykli rynkowych? Czy przez to irracjonalne rozchwianie rynek wymknął się spod wszelkich analogii historycznych czy jednak da się go wpisać w jakiś schemat?

WB: Odwołałbym się do cyklu Juglara, który obejmuje czas od recesji do recesji i trwa od 8 do 10 lat. W tym kontekście wiadomo było, że po kryzysie z 2009 r. do początku tego upłynęło rekordowo dużo czasu i ta struna była mocno naciągnięta. To zwiększało ryzyko wstrząsu, zwłaszcza, że mieliśmy pod drodze inwersję krzywej rentowności. Rynki dawały nam więc sygnały, ale chyba nikt się nie spodziewał, że przyczyna kryzysu będzie tak "egzotyczna". Co do krótszych cykli, to projekcja uzyskana na bazie uśrednienia pięciu ostatnich cykli Kitchina, dawała dołek koniunktury w Polsce w okresie luty-maj. To co się wydarzyło mieści się więc tym schemacie, choć w poprzednich miesiącach wskaźniki wyprzedzające zaczęły rosnąć, co okazało sie pułapką. Co do odklejenia się rynku akcji od gospodarki, to wydaje mi się, że spadek lutowo-marcowy był bardzo duży i wiele zdyskontował. Po drodze okazało się, że koronawirus nie jest tak straszny, mam na myśli jego wskaźniki śmiertelności, jak znane nam z historii wirusy. Nie ma więc takiego dramatu, jak chociażby z grypą Hiszpanką. Wygląda więc na to, że rynek swoim zwyczajem najpierw przeregował, a teraz zakłada, że tak jak w Chinach, wszystko potrwa trzy miesiąca i wrócimy do normy. Ja pozostaje jednak ostrożny, bo tego typu wirusy mają tendencję do sezonowości i może on do nas wrócić na jesieni. Stąd zakładam, że do wyborów w USA rynek będzie pełzał, a potem nastąpi jakiś znaczący spadek.

Gdyby postawić na szali wszystkie za i przeciw, to jak na ten moment rozstrzygnąć dylemta: będzie czy nie będzie fali C?

ŁW: Moim zdaniem tego marcowego dołka już nie pogłębimy, a przynejmniej nie z powodu koronawirusa. Jeśli miałaby się pojawić głębsza fala to moim zdaniem będzie ona miała znacznie inne podłoże przyczynowe.

KB: Tak jak wspominałem, wszystko zależy od tego czy wirus wróci na jesieni i jeśli tak, to z jaką mocą i jak będziemy na niego przygotowani.

WB: Ja mam problemy z tymi falami, bo na wykresie S&P500 widzę tych fal aż do "E". Odwołam się więc znów do analogii historycznej. Moją ulubioną, w kontekście obecnej sytuacji, jest ta z z września 2001 r. Podobnie jak wtedy, tak i teraz mieliśmy silny, zewnętrzny szok. Rynki akcji zachowują się teraz podobnie jak 20 lat temu. I jeśli to podobieństwo się utrzyma to od marca do lipca mamy faze odbicia, potem cztery miesiące konsolidacji, a następnie zejście, z tym że na rynkach rozwiniętych pierwszy dołek został pogłębiony, a na wschodzących nie. Tak więc szczyt dopiero w listopadzie, a potem powrót spadków.

Zawężając trochę perspektywę do czerwca. Co może być kluczowe dla rynkowych nastrojów w przyszłym miesiącu? Czy koronawrius schodzi powoli na plan dalszy, a batutę przejmuje Donald Trump i jego konflikt z Chinami?

ŁW: Moim zdaniem kluczowy będzie proces odmrażania gospodarek i powrotu do normalności. Od tempa tego procensu będą zależeć prognozy i oczekiwania, co będzie wpływać na decyzje inwestycyjne. Temat sporu USA-Chiny wydaje mi się na razie tylko kwestią poboczną, która może w krótkim terminie stanowić dla mediów wytłumaczenie krótkoterminowych wahań.

KB: Jeśli będą pojawiać się dane makro i wyniki spółek gorsze od oczekiwań, to będzie to w tym momencie niepokojące. Ale licze na to, że rynek będzie raczej zaskakiwał na plus, bo te czarne scenariusze były jednak zbyt czarne. Ale są to tylko moje oczekiwania.

WB: W moich projekcjach czerwiec nie przyniesie żadnych rozstrzygnięć, więc spodziewam się, że rynek będzie spokojny. W Europie na pewno istotne będą necjocje dotyczące unijnego pakietu pomocowego. I niewątpliwie ciekawie zapowiada się kolejna próba lotu w kosmos. Jeśli się powiedzie, to może to mieć pozytywny wpływ na cały kompleks biznesów Elona Muska.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA