REKLAMA
REKLAMA

Giełda

2100 pkt w opałach

Poranek maklerów: Piątkową sesję WIG20 zaczął od spadku 0,4 proc. do 2091 pkt. - Przy poziomie 2077 istnieje niedomknięta luka hossy, która nadal ściąga do siebie rynek - pisał rano Piotr Neidek, analityk techniczny DM mBanku. Czego oczekują analitycy?
Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski

Kamil Cisowski, analityk DI Xelion

Czwartkowa sesja w Europie dostarczała inwestorom przez większość dnia bliską zeru ilość emocji. Zgodnie ze wskazaniami kontraktów futures z poranka, indeksy rozpoczęły dzień na lekkich minusach, a następnie poruszały się w wąskim przedziale wahań. Impuls do wzrostów miał tradycyjnie nastąpić po otwarciu Wall Street, w antycypacji którego zobaczyliśmy na głównych rynkach dojście niemal do poziomów neutralnych (w Londynie nawet wyraźne zwyżki). Potem jednak nastąpiła nie do końca wytłumaczalna wyprzedaż, na siłę tłumaczona przez niektórych pogłoskami o wzroście zakażeń koronawirusem w Pekinie. Dzień kończył się na lokalnych minimach, przecena we Włoszech i w Hiszpanii przekroczyła 1,5%, DAX stracił 0,9%. WIG20 spadł o 0,7%, ale mWIG40 zyskał 0,2%, a sWIG80 symboliczne 0,03%. Dalej trwał dramat kopalni, po niemal siedmioprocentowej przecenie akcje JSW potaniały do 16 zł, zamykając się na dziennych, a zarazem niemal czteroletnich minimach. Poważnie traciła energetyka, a tylko trzy blue chipy (mBank, Orange i Pekao) kończyły dzień na plusie. Znacznie lepiej wyglądały mWIG-owe banki (ING Bank Śląski, BNP), duże dodatnie kontrybucje wniósł do indeksu średnich spółektakże wracający do formy po załamaniu Kruk i Budimex.

Wprawdzie Nowy Jork zaskoczył negatywnie po otwarciu, ale po zamknięciu giełd w Europie stało się to co zazwyczaj i do samego końca sesji widzieliśmy ruch w górę, niemal jak od linijki. S&P500 straciło 0,4%, a NASDAQ 0,7%, co w obu przypadkach nie jest nawet połową intraday'owych spadków.

Hang Seng traci w momencie pisania komentarza 1,0%, Nikkei zamknęło się 0,4% poniżej czwartkowych poziomów. W dwóch więzieniach poza prowincją Hubei pojawiły się nowe ogniska koronawirusa, liczba ofiar śmiertelnych wzrosła o 118, ale obawy inwestorów przenoszą się stopniowo na Koreę, gdzie potwierdzono 156 przypadków (52 dzisiaj), podczas gdy sytuacja w Japonii, Singapurze i Hong Kongu (znajdujących się na granicy lub w trakcie recesji) pozostaje niepewna. Doszliśmy w naszej opinii do końca nieracjonalnego zachowania giełd w Azji, które stymulowane przez chińskie władze niemal wymazały pierwszą reakcję na epidemię. Kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy sugerują wyraźne spadki. O perspektywach na najbliższy tydzień zadecyduje to, czy S&P500 zamknie się poniżej 3350 pkt., co absolutnie nie jest wykluczone przed potencjalnie mocno nerwowym weekendem, po którym może się okazać, że Daegu (czwarte co do wielkości koreańskie miasto) jest pierwszym dużym ogniskiem choroby poza Chinami. Czekamy również na serię PMI z Europy i USA, pomimo że konsensusy zakładają naturalnie spadki wskaźników, widzimy tu duże pole do negatywnych niespodzianek.

Zespół analiz BM Alior Banku

Wczorajsza sesja za oceanem była korektą wcześniejszych wzrostów. Główną przyczyną spadków jest szacowanie wpływu epidemii na zdolności produkcyjne Intela (-2%) i Appla (01%). Dodatkowo publikacja przez Morgan Stanleya informacji o zamiarze przejęcia spółki E*Trade wpłynęła na przecenę walorów banku o 3,5%. Wydaje się prawdopodobne, że rynek nie docenia ryzyka dla gospodarki wynikającego z wybuchu epidemii. Według ostatnich danych liczba ofiar śmiertelnych w Chinach wzrosła do 2118, a w całym kraju zakażonych jest prawie 74,6 tys. osób. Również wczoraj władze Korei Południowej poinformowali o pierwszej osobie, która zmarła z powodu koronawirusa, z kolei Japonia i Iran poinformowały o następnych zgonach. Warto nadmienić, że w celu zminimalizowania negatywnego wpływu epidemii na gospodarkę chiński bank centralny obniżył wczoraj roczną stopę kredytową o 10 pb, a pięcioletnią o 5pb. O ile wpływ epidemii na chińską gospodarkę może mieć istotne implikacje co do wywiązywania się z podpisanej niedawno umowy handlowej, tak według analityków epidemia nie będzie miała wpływu na gospodarkę USA, lecz pozostanie negatywnym czynnikiem ryzyka. Potwierdza to chociażby styczniowy odczyt wyprzedzający koniunktury Conference Board, który wzrósł o 0,8% (prognoza wynosiła -0,4%). Dzisiaj poznamy lutowy odczyt wskaźnika PMI dla przemysłu i usług, które pozwolą ocenić, czy rzeczywiście gospodarka USA jest odporna na wirusa.

Na polskim parkiecie również dominowała czerwień. Ponownie spółkami, które w największym stopniu przyczyniły się do spadków notowań indeksów były spółki z sektora górniczego i energetycznego. W przypadku tego pierwszego nie pomogła informacja o osiągnięciu porozumienia dotyczącego podwyżek płac o 6% w kopalniach należących do PGG. Warto zauważyć, że notowania JSW po spadku 6,8% zamknęły się na minimach nie widzianych od 2016 roku. Również Tauron i PGE zamykają notowania na historycznych minimach. Również gwiazda ostatnich wzrostów- Mabion zaliczył wczoraj ponownie korektę ostatnich wzrostów zamykając notowania z 9,5% stratą. Dzisiaj poznamy styczniowe dynamiki produkcji budowlano-montażowej oraz sprzedaży detalicznej (prognoza +6,6% r/r).

Piotr Neidek, analityk techniczny DM mBanku

Rosnące ceny jankeskich obligacji zwiększają presję na przecenę DJIA czy S&P500, co dało się zauważyć już podczas wczorajszej sesji. Amerykańskie indeksy w ciągu sesji znacząco traciły na wartości i chociaż pod koniec dnia udało się bykom odrobić większość poniesionych w czwartek strat, to jednak odczyt wskaźników impetu ostrzega przed pojawieniem się korekty na rynku akcji. Rosnący apetyt na bezpieczne aktywa widoczny jest po zachowaniu się bondów – wczoraj trzydziestolatki wspięły się na najwyższy w tym roku poziom a patrząc na średnioterminowe sygnały kupna outlook na obligacje pozostaje wciąż optymistyczny. Nerwowo zaczyna robić się na rynkach Emerging Markets zaś obawy związane z uformowaniem się struktury G&R na wykresie MSCI EM stają się coraz bardziej realne. Po dwóch tygodniach wzrostów benchmark ten ponownie zaczął tracić na wartości a biorąc pod uwagę średnioterminowy kanał i jego dolne ograniczenie, ursusy mają o co walczyć. Przeceniane są także waluty krajów EM w tym także złoty, który w stosunku do dolara traci już 6 tydzień z rzędu. Wszystkiemu winien jest eurdolar, który nadal ma aktywne sygnały sprzedaży i po przełamaniu zeszłorocznej podłogi otwartą ma drogę w stronę styczniowych minimów z 2017.r. To znów negatywnie wpływa na kształt WIG20USD i chociaż kluczowe długoterminowe wsparcia jak na razie są utrzymane, to jednak wystarczy jedna słabsza sesja w wykonaniu waluty czy też bazowego indeksu i na wykresie dolarowego benchmarku pojawi się trigger do mocniejszych spadków. Dla ursusów istotne jest to, że na wykresie WIG20 przy poziomie 2077 istnieje niedomknięta luka hossy, która nadal ściąga do siebie rynek, dlatego też obawy związane z przeceną największych spółek wydają się być realne...

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA