REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Marek Dietl, prezes GPW: Liczymy na dobrą współpracę z brokerami

Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych, był gościem Dariusza Wieczorka w czwartkowym programie „Prosto z Parkietu”

Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych

Foto: parkiet.com

Zacznijmy od debiutów na GPW. Jest ich bardzo mało. Co się dzieje?

To raczej pytanie do zarządzających spółkami. Natomiast jeśli chodzi o perspektywy GPW, to proponuję patrzeć, jaki mamy udział w IPO w Europie. Według danych za I półrocze jest on 20-proc. W czasach największej „bonanzy” związanej z OFE wynosił bodajże 47 proc. Dużo więc zależy od tego, jaki jest czynnik „techniczny” – napływy kapitału, odpływy. Redukowanie pozycji przez OFE nie sprzyja pozyskiwaniu pieniędzy z rynku publicznego. Oczekiwanie na PPK jest racjonalną decyzją firm, które czekają, aż te pieniądze zaczną napływać.

Drugim czynnikiem odpowiedzialnym za sytuację na rynku IPO są nowe regulacje, jak MiFID II czy MAR. W efekcie giełdy stały się miejscem raczej dla dużych firm. Dlatego pracujemy nad GPW Private Market. Chcemy, żeby tam trafiały mniejsze firmy, też startupy, i żeby nie były objęte nowym reżimem prawnym. Złożyliśmy też wniosek, żeby NewConnect stał się mniej regulowanym rynkiem europejskim. Podsumowując  wątek IPO: wydaje mi się, że to okres przejściowy. Warto też odnotować, że nasz udział w rynku IPO jest większy niż w kapitalizacji europejskich giełd.

Wspomniał pan o PPK, czy one rozkręcą rynek IPO?

Żeby tak się stało, muszą zaistnieć dwa czynniki. Pierwszy dotyczy wspomnianych już regulacji – UE powinna złagodzić przepisy, które uderzają w małe i średnie firmy. Druga kwestia to napływy – muszą być solidne. A jakie będą rzeczywiście? Tego jeszcze nie wiemy. Ważna jest też kwestia edukacji rynku, na co nie szczędzimy pieniędzy. Wciąż funkcjonuje wiele nieporozumień. Przykład? WIG20 Total Return urósł w ciągu ostatnich trzech lat o 38 proc., a w ciągu siedmiu lat ponad 70 proc. Natomiast na giełdę wcale nie trafia wiele środków, a aktywa bankowe puchną. To pokazuje, że jest luka edukacyjna.

Izba Domów Maklerskich napisała list do premiera  Morawieckiego. Przedstawiciele krajowych brokerów alarmują, że spadek ich rentowności jest czynnikiem zagrożenia dla rozwoju rynku kapitałowego. Zwracają też uwagę na stosunkowo wysokie opłaty dla GPW czy KDPW. Jest  szansa, żeby one spadły?

Przy tego typu pytaniach zawsze nasuwa się refleksja, czy podział tortu jest właściwy i czy dostatecznie duży jest ten tort. Jeśli zlecimy jakąś transakcję na rynku akcji, to ponad 91 proc. prowizji, którą zapłaci inwestor, zostaje w biurze maklerskim, około 7,5 proc. otrzyma GPW, a około 1,5 proc. trafi do KDPW. Wydaje mi się, że podział ten jest jak najbardziej fair dla biur. Czyli trzeba tort powiększyć. Jak? Pierwszy sposób to odbicie rynku, który zdobyli  zdalni zagraniczni członkowie giełdy – i  tutaj na pierwszy plan wysuwa się technologia. Biznes brokerski wymaga skali. Zdalni członkowie działają w wielu jurysdykcjach. Raz dokonują inwestycji w technologię i ich zwrot z inwestycji jest dużo wyższy. Dlatego uruchomiliśmy program wsparcia. Wszystkim brokerom refundujemy część kosztów inwestycji w nowe technologie. Chcemy wyrównać szanse. Drugi element, który może zwiększyć tort, to to, że rynek sam urośnie. Żeby tak się stało, muszą wzrosnąć obroty, a zatem muszą być inwestorzy. Tu trafiamy na barierę związaną z tym, że  sporo ciekawych firm ma słabe pokrycie analityczne. Dlatego uruchomiliśmy pilotażowy program wsparcia, który finansujemy.

Podsumowując ten wątek, liczymy na dobrą współpracę z domami maklerskimi, bo nie chcemy, żeby doszło do takiej sytuacji jak w Belgii, gdzie lokalne biura maklerskie mają tylko 2,4 proc. udziału w obrotach.

Giełda rozpoczęła prace nad nowym systemem transakcyjnym. Czy będzie on wyzwaniem dla biur, również pod względem kosztowym?

Dziś jesteśmy na pierwszym etapie badawczo-rozwojowym. Jeśli nasze założenia się sprawdzą, to będzie można korzystać z dotychczasowych interfejsów, nic nie inwestując. Natomiast korzystanie z nowych produktów będzie możliwe po podłączeniu do nowego systemu. Myślę, że biura się podzielą. Niektóre będą oferować standardowe produkty, a inne nastawią się na bardziej wysublimowanych inwestorów.

W strategii GPW mowa jest też o uruchomieniu platformy handlu surowcami wtórnymi, produktami żywnościowymi  i platformy dla aktywów cyfrowych. Która będzie pierwsza?

Najprawdopodobniej żywnościowa. Chcemy, aby ruszyła testowo w styczniu. Z kolei jeśli chodzi o aktywa cyfrowe, to z jednej strony ten rynek kusi. Ale z drugiej widzimy, że brak regulacji może prowadzić do szeregu problemów. Współpracujemy z KNF w celu wypracowania rozwiązań bezpiecznych, ale też czerpiących z dobrodziejstw rynków nieregulowanych. Trudno wskazać dokładną datę wypracowania tych rozwiązań i uruchomienia platformy dla aktywów cyfrowych. Z kolei jeśli chodzi o platformę do recyklingu, to jest to wczesny etap, wymagający jeszcze wielu ustaleń i uregulowań.

Porozmawiajmy o crowdfundingu, który przeżywa teraz boom. GPW też pracuje nad swoim rozwiązaniem. Na jakim to jest etapie?

To projekt powiązany z Private Market. Chcielibyśmy, aby w Polsce było jak najwięcej platform crowdfundingowych, bo budują one kulturę zdywersyfikowanego inwestowania. Chcemy ten proces wesprzeć, żeby umożliwić organizatorom crowdfundingu korzystanie z zaufanej infrastruktury. Dużym wyzwaniem jest też zapewnienie obrotu wtórnego, który jest integralną częścią tego projektu.

Kiedy będzie pierwsza zbiórka na platformie GPW?

Nasz plan zakłada, że w I kwartale przyszłego roku. W sensie technicznych do crowdfundingu jesteśmy gotowi już dzisiaj.

GPW w tym roku wypłaci najwyższą dywidendę od ośmiu lat, ale dysponujecie też znacznymi środkami na inwestycje. Macie tylko jedną trzecią udziałów w KDPW. Czy rozmawiacie o odkupie pozostałych akcji KDPW?

Patrzymy generalnie na Europę i na to, jakie są możliwości konsolidacji w sektorze posttradingowym. Podsumowując, rozmowy trwają, ale na razie nie zapadły żadne decyzje.

Kurs GPW od połowy maja wzrósł o 15 proc., ale ciągle spółka jest wyceniana z 25-30-proc. dyskontem. Inwestorzy nie wierzą w wasze plany? Czy może to pokłosie tego, że spółka jest kontrolowana przez SP?

Współpraca z naszym głównym akcjonariuszem przebiega wzorowo. Nie szukałbym tu przyczyny dyskonta

Czyli skąd to dyskonto?

To mieszanka czynników. W naszym największym biznesie, czyli surowcowym, wisi nad nami zmniejszający się udział zielonych certyfikatów, a niepewność co do tego, jak będą się kształtować ceny energii zniechęca do zawierania  kontraktów terminowych. Na rynku akcji jesteśmy w takim momencie cyklu, że aktywność inwestorów nie jest duża. Nasze  nowe produkty się przyjmują, ale nie mają jeszcze takiego przełożenia  na wyniki. Wierzę, że dyskonto nadrobimy  inicjatywami strategicznymi, jak pojawią się z nich przychody i inwestorzy oraz analitycy to docenią.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA