Felietony

Słaby złoty dobry dla budżetu?

Ostatnio pisałem, że warto obserwować indeks Nasdaq, bo nie można wykluczyć, iż uformuje się tam prawe ramię formacji głowy z ramionami (RGR), co owocowałoby wygenerowaniem sygnału sprzedaży.

Piotr Kuczyński analityk

Foto: parkiet.com

Pisałem jednak też, że oprócz techniki i przewartościowania akcji oraz ewentualnej mutacji wirusa nie widzę powodu dla większej korekty. I rzeczywiście Nasdaq stracił około 11 proc. i zawrócił wymazując tę złowróżbną formację. Indeks ten zachował się w sposób klasyczny dla normalnej korekty (zazwyczaj około 10 proc. spadku).

Oczywiście nadal na cenzurowanym był rynek obligacji, ale w marcu gracze zaczęli się przyzwyczajać do rentowności dziesięcioletnich obligacji amerykańskich na poziomie około 1,5–1,7 proc. i popyt w końcu marca znowu zaatakował rynek akcji, dzięki czemu zarówno indeks Dow Jones jak i S&P 500 ustanowiły nowe rekordy. Nie pojawił się wtedy jeszcze sygnał kupna na Nasdaq, który nadal cierpiał z powodu rotacji kapitałów z segmentu „growth" (jemu najbardziej szkodzi wysoka inflacja i wysokie stopy procentowe) do „value" (najbardziej korzysta z ożywienia gospodarczego).

Interesujące był w marcu przede wszystkim posiedzenie FOMC (Federalny Komitet Otwartego Rynku). Oczywiście stopy procentowe ani inne parametry polityki monetarnej w USA nie zostały zmienione. Ważne było to, że Jerome Powell, szef Fedu, powiedział, iż nie widzi powodu, żeby Fed miał przeciwdziałać wzrostowi rentowności obligacji. Do czasu według mnie – zobaczymy, co zrobi Fed, kiedy rentowność przekroczy 2 proc. Zakładam, że ucieknie się do kontroli krzywej rentowności.

Zdecydowanie lepsze w porównaniu z poprzednimi prognozami (z grudnia) były te nowe. PKB w USA ma w tym roku wzrosnąć nie o 4,2 proc., a o 6,5 proc. (Reuters zapowiada 6,2 proc.) – największy wzrost od około 40 lat. Bezrobocie ma spaść do końca roku do 4,5 proc., a nie do 5 proc. Inflacja ma pozostać pod kontrolą i w końcu roku inflacja bazowa ma przekroczyć 2 proc., ale w następnym już spadać. Stopy mają wzrosnąć (tak jak wcześniej oczekiwano) dopiero w 2023 r.

Czy wzrost PKB o 6,5 proc. i inflacja w okolicy 2 proc. są prawdopodobne, czy może są to baśnie Fedu, które zostaną drastycznie zmienione, tak jak zostały zmienione prognozy z grudnia? Tego nie wiemy, chociaż ja jestem pełen sceptycyzmu. Wynikiem posiedzenia był wzrost indeksów giełdowych, ale następnego dnia już całkiem mocno spadły. Tyle tylko, że potem (jak napisałem na początku) znowu biły rekordy. Można powiedzieć, że rynek nieco się miotał w poszukiwaniu kierunku, ale czy może na stałe tracić, kiedy czekamy na duże ożywienie gospodarcze?

Interesujące były szaleństwa rynku ropy. Niepokoić mógł 23 marca 6-proc. spadek ceny, która coraz wyraźniej jest w dłuższej korekcie. Powodem był wzrost zapasów ropy. Poza tym popyt Europy z powodu pandemii będzie chwilowo mniejszy od oczekiwań. Jednak już następnego dnia cena baryłki wzrosła o ponad 5 proc., wymazując wtorkowe załamanie.

Powodem była blokada Kanału Sueskiego przez kontenerowiec „Ever Given", który utknął na mieliźnie i zahamował ruch w kanale (12 proc. handlu globalnego). Dość zabawna to reakcja, bo przecież kontenerowiec w miarę szybko musiał zostać usunięty – niektórzy mówili o tygodniach, ale okazało się, że były to cztery dni. Nic dziwnego, że w kolejnym dniu ropa ponownie taniała, tracąc chwilami znowu 5 proc. Zachowanie cen ropy pokazuje jak rozchwiane i irracjonalne są obecnie rynki.

W Polsce interesujące było przede wszystkim zachowanie naszego rynku walutowego, bo WIG20 pozostawał w trendzie bocznym. Turecka awantura, czyli wyrzucenie przez prezydenta Erdogana kolejnego prezesa banku centralnego i osłabienie tureckiej liry (chwilami nawet o 15 proc.), „robiła tytuły" w agencjach informacyjnych. Mówiono o wpływie tego wydarzenia na waluty innych krajów rozwijających się, co według mnie nie było sensowne – nie wszędzie jest rząd taki jak w Turcji...

W Polsce tureckie zawirowania zaowocowały w dniu tych zawirowań... dużym umocnieniem naszej waluty. Być może chwilowo część graczy, uciekając z Turcji, zaczęła kupować złotego. Potem jednak sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Duży spadek kursu EUR/USD zaszkodził walutom rynków rozwijających się, a złoty w stosunku do euro tak mocno stracił, że kurs EUR/PLN doszedł do poziomu sprzed 12 lat. Kurs EUR/USD spadał przede wszystkim dlatego, że w USA szczepienia dorosłej populacji zakończą się najpewniej w maju, a w Europie być może dopiero późną jesienią.

Rada Polityki Pieniężnej i prezes Adam Glapiński byli z pewnością bardzo zadowoleni ze słabości złotego, bo przecież w każdym komunikacie RPP znajdowało się zdanie mówiące o tym, że złoty jest za silny, co szkodzi gospodarce.

Teraz Rada ma słabego złotego i będzie miała ból głowy, bo słaby złoty to również wyższa inflacja. Ale wyższa inflacja to więcej wpływów do budżetu... Tylko, czy taka polityka jest właściwa? Mam potężne wątpliwości.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.