Felietony

Krańce wyobraźni, kraniec cywilizacji?

Bywa tak, że czytamy setki stron różnorakich książek, tylko po to, by trafić na jedno olśniewające zdanie. Czegoś takiego doświadczyłem niedawno, czytając esej prof. P. Czaplińskiego „Krańce wyobraźni". W eseju tym jest zawarte takie oto stwierdzenie: „Jesteśmy na krańcach wyobraźni. Nie wyznacza ich zwykły kres aktualnego modelu rozwoju, lecz granica możliwości wymyślenia dalszego ciągu historii".

Andrzej Halesiak, ekonomista

Foto: materiały prasowe

Dlaczego stwierdzenie to okazało się dla mnie takie ważne? Zawiera ono myśl, którą od dłuższego czasu intuicyjnie wyczuwałem, ale nie potrafiłem wyartykułować. Okazała się być brakującym puzzlem, który pozwala scalić sporą część układanki. A wszystko dotyczy pytania, dlaczego jako cywilizacja (szczególnie ta zachodnia) znaleźliśmy się w tak nieprzyjemnym miejscu? Dlaczego nurtują nas różnego rodzaju problemy, gospodarcze i społeczne? Dlaczego w polityce dominuje dziś populizm? Gdzie w tym wszystkim tkwi zasadniczy błąd? Przecież jeszcze nie tak dawno – po upadku komunizmu – popularne było hasło „końca historii". Miało ono symbolizować, że kapitalizm i demokracja ostateczne udowodniły swoją wyższość, że ich powszechne wprowadzenie sprawi, że świat czeka jedynie stabilny i trwały rozwój, w efekcie którego Ziemia stanie się krainą szczęścia, pokoju i radości. Tymczasem jak wygląda świat każdy widzi, a dwa kluczowe odczucia, które zawiadują dziś umysłami ludzi, to strach i niepewność. Elity polityczne nie są w stanie na te obawy odpowiedzieć lub – co gorsza – starają się je wykorzystać. Nie, nie po to, by wskazać nową jakość i nową drogę, ale by ukierunkować to czy inne społeczeństwo na ścieżkę autorytaryzmu.

Pojęcie „krańców wyobraźni" bardzo dobrze odzwierciedla dzisiejszy stan świata – po 30 latach od upadku komunizmu totalnie nie wiemy, jak wszystko poukładać. Jak wyjść ze spirali zadłużenia, bez rewolucji przywrócić równowagę dochodów, jak stawić czoło wyzwaniom robotyzacji i sztucznej inteligencji, jak powstrzymać degradację przyrody itd. Brakuje nam wyobraźni. Jesteśmy jak osoby zgubione w gęstym lesie, kręcące się w kółko, nie będące w stanie znaleźć właściwej drogi.

Ten „kraniec wyobraźni" odnosi się do wielu aspektów. Odnosi się do człowieka, jego miejsca i roli w świecie. Przez ostatnie dziesięciolecia ludzkość skupiała się na tym, by czynić sobie Ziemię poddaną. Robiła to na tyle skutecznie, że w minionych 200 latach byliśmy świadkami bezprecedensowego rozrostu sfery materialnej – globalny i przeliczony na mieszkańca Ziemi dochód i majątek eksplodował. Wraz z tym nastąpiła ekspansja ludności. Podczas gdy przez tysiąclecia populacja Ziemi nie przekraczała 500 mln, to w ostatnich 200 latach skoczyła do blisko 8 mld. Z czasem jednak „poddaństwo" było rozumiane przez nas ludzi coraz bardziej opacznie – rozsądne gospodarowanie zasobami Ziemi zastępowała oparta na chciwości bezpardonowa eksploatacja. W efekcie obecnie człowiek zagraża istnieniu życia na naszej planecie – co roku znika z jej powierzchni ponad 20 tys. gatunków zwierząt. Wpływa to na całe ekosystemy, ogranicza ich różnorodność – Ziemia zamiast kwitnąć, powoli umiera, nietrudno zgadnąć co będzie z nami, jeśli ten trend zostanie utrzymany.

Inny obszar, do którego odnosi się pojęcie „krańca wyobraźni", to systemem ekonomiczno-finansowy. Kapitalizm, by być siłą napędową rozwoju, musi mieć przesłanki akumulacji (inwestowania) coraz to nowych aktywów. W tym celu rozprzestrzenia się na nowe rynki, narzuca określony styl życia, kreuje sztuczne potrzeby (np. wymiany po roku telefonu, który spokojnie mógłby służyć przez kolejnych pięć lat), a gdy na zakup dóbr nie starcza już pieniędzy, zadba o nie, oferując kredyt, transfer siły nabywczej z przyszłości. Ten mechanizm – bez wątpienia przez dziesięciolecia niezmiernie skuteczny – doprowadził do sytuacji, że dziś większość krajów świata nie jest już w stanie unieść dodatkowego zadłużenia, i to w warunkach rekordowo niskich stóp procentowych. Poza tym fakt, że jedni coraz bardziej żyli na kredyt, a drudzy dzięki temu akumulowali coraz większe bogactwo, doprowadził nas do sytuacji, że dziś rozwarstwienie dochodów jest przeogromne – według Oxfamu majątek 1 proc. najbogatszych ludzi świata jest większy niż pozostałych 99 proc.! W takiej sytuacji trudno nie dostrzec, że system ekonomiczno-finansowy w obecnej formie osiągnął granice możliwości. Brakuje jednak wyobraźni (pomysłów), jak go zmienić, nie wywołując przy tym katastrofy.

„Krańce wyobraźni" odnoszą się także do systemu politycznego, demokracji. W epoce powszechnego uzależnienia od mediów wyborcy stali się obiektami manipulacji. W tej sytuacji władzę coraz częściej zdobywają ci, którzy wykorzystują populizm i/lub nacjonalizm do rozgrywania ludzkiego strachu.

Obszarów „krańca wyobraźni" jest więcej. Kolejny dotyczy np. technologii – niby postęp technologiczny jest, ale przełomowych rozwiązań (takich, jakimi w przeszłości były kolej czy elektryczność) próżno szukać. Nie jesteśmy w stanie znaleźć w technologii odpowiedzi na wyzwania cywilizacji. Dziwi to tym bardziej, że fizyka – chociażby ta kwantowa – wskazuje olbrzymią przestrzeń do rewolucyjnych wręcz rozwiązań. Brakuje nam jednak wyobraźni, by najnowszą wiedzę przekształcać w wizje konkretnych zastosowań.

Praktycznie we wszystkich obszarach funkcjonowania doszliśmy do swego rodzaju ściany. Niby coś się dzieje, ale nie posuwa nas to jako cywilizacji do przodu. Można odnieść wrażenie, że żyjemy w okresie „krańca cywilizacji", świata bez przyszłości, świata w którym liczy się wyłącznie „tu i teraz", to jak przepchnąć kolejny dzień.

Jak z tej sytuacji wybrnąć? Musimy uświadomić sobie, że jesteśmy dziś jak malarz, który odrzucił ze swej palety połowę dostępnych kolorów, przez co jego obrazy są w stanie wyrażać tylko część rzeczywistości. Jakieś 300 lat temu skoncentrowaliśmy się na jednym tylko wymiarze życia, na materializmie – umiemy patrzeć na świat jedynie przez jego pryzmat. To materializm narzucał nam przez ostatnie stulecia sposoby działania i rozwiązania instytucjonalne. By wyjść poza „krańce naszej wyobraźni", musimy więc na nowo – tym razem całościowo – spojrzeć na nas samych, na nasze cele, rolę i miejsce na Ziemi. Zamiast w kółko dreptać w ciemnym lesie musimy... wspiąć się na drzewo – wówczas uzyskamy szerszą perspektywę, zauważymy, że oprócz „mieć" jest także „być". Obecna sytuacja może stać się do tego typu przemyśleń dobrym przyczynkiem. Wówczas stanie się coś niesamowitego: znacznie poszerzy się horyzont naszej wyobraźni, uzupełni się paleta barw, zechcemy zacząć zmieniać rządzące naszym życiem i światem paradygmaty. Wraz z tym nowe idee, rozwiązania instytucjonalne tworzące „nowy ład", nowe przełomowe technologie, zaczną pojawiać się w naszych głowach same!

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.