REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Technologia zdecyduje o tempie transformacji energetycznej

– Dbamy z jednej strony o klimat, o czyste powietrze, a z drugiej dbamy o portfele Polaków – przekonywał po zablokowaniu zapisu o neutralności klimatycznej UE do 2050 r. premier Mateusz Morawiecki.
Foto: Bloomberg

– Scenariusz transformacji energetycznej powinien być pisany w Polsce – przekonywał też wkrótce później wiceszef MSZ, Konrad Szymański. Weto Warszawy może się jednak okazać pustym gestem: eksperci są przekonani, że trudno będzie stworzyć jakiś sensowny scenariusz na kolejne 30 lat już dzisiaj. Być może problem nadmiernych emisji w energetyce zdąży rozwiązać się sam.

Z perspektywy Bartłomieja Kubickiego transformacja energetyczna będzie przede wszystkim dotyczyć rynku energetycznego w Polsce. – Pierwsze środki na proces transformacji energetycznej Polska już otrzymała: w postaci darmowych uprawnień do emisji CO2 – podkreśla analityk w rozmowie z „Parkietem". – Nasze ceny energii odzwierciedlają pełny koszt emisji CO2, więc takie dodatkowe uprawnienia są dodatkowym zyskiem dla producentów energii – dodaje.

Według naszego rozmówcy, należy się spodziewać, że po 2020 r. Polska również dostanie takie uprawnienia. Mogłyby one trafić do funduszu modernizacyjnego, wspierającego niskoemisyjną energetykę.

– Niewątpliwie, mamy zaszłości z poprzednich dekad w postaci dużej ilości wytwórczych jednostek opartych na węglu – zauważa Kubicki. – Jednakże ta flota jest dosyć stara, więc – tak czy inaczej – Polska będzie musiała ją zmodernizować – zastrzega. Gdyby spojrzeć na harmonogram działania polskich elektrowni, w perspektywie 2050 roku działać mają jeszcze bloki węglowe w Kozienicach, Opolu, Jaworznie i Ostrołęce. Będą wówczas miały po 30 lat. – Zatem modernizacja jest nieunikniona, a większość jednostek węglowych i tak zapewne w większości, w przeciągu następnych 15-20 lat zostanie zamknięta – wskazuje analityk.

Gdyby zatem sprowadzić transformację energetyczną do odejścia od węgla, problem mógłby rozwiązać się sam. Wątpliwości pojawiają się, gdy na problem patrzą biznesmeni z innych branż. – Nie ma wątpliwości, że jak świat nie zacznie ograniczać emisji gazów, to się ugotujemy – mówi „Parkietowi" Daria Kulczycka, kierująca Departamentem Energii i Zmian Klimatu w Konfederacji Lewiatan. – Biznes jednak chciałby, by taka polityka była prowadzona w taki sposób, by nie zniszczyć konkurencyjności europejskiego przemysłu – dodaje.

Z punktu widzenia Business Europe, organizacji zrzeszającej środowiska biznesowe z całej Unii, dotychczasowe poczynania Brukseli to w sporej mierze działania pozorowane: w Europie zmniejsza się poziom emisji, jednocześnie rośnie import towarów z krajów, które sobie takich wyrzeczeń nie narzucają. Potencjalna transformacja energetyczna powinna więc objąć cały świat, w przeciwnym wypadku będzie oznaczać zaduszenie europejskiej gospodarki. – Zgoda, 2050 rok to odległy termin, wiele się może zdarzyć. Ale po drodze jest jeszcze 2030 czy 2040 r., gdy jakieś ograniczenia już trzeba będzie stosować – wskazuje Kulczycka.

Tym bardziej nasi rozmówcy nie są w stanie określić jakiegoś szczegółowego harmonogramu procesu transformacji, ani jego kosztów. – Niemcy analizowali koszty zbliżenia się do 85-procentowego poziomu redukcji emisji i wyszły im jakieś astronomiczne koszty – mówi ekspertka. – W przypadku całkowitej neutralności energetycznej, przy uwzględnieniu obecnie dostępnych technologii, cele UE wydają się być nierealne – dorzuca.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA