Banki

Andrzej Powierża, DM Citi Handlowy: Banki na łasce kredytobiorców

Skala odpisów kredytowych zadecyduje o wynikach i rentowności sektora w tym i przyszłym roku - mówi Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego, który był gościem Dariusza Wieczorka w czwartkowym programie "Prosto z Parkietu".

Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego

Foto: parkiet.com

Banki to bardzo procykliczna branża. Jak ocenia pan sytuację makroekonomiczną?

Ciekawa jest obserwacja jak zmieniły się prognozy banków. Te podawane w sierpniu różnią się od tych z maja, czyli z początku pandemii. O ile prognozy wzrostu PKB zrewidowano nieznacznie, to bardzo zmieniły się prognozy dotyczące bezrobocia. Dzisiejsze prognozy są lepsze niż najbardziej optymistyczne z maja. Zadecydował o tym głównie sukces tarczy finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju, dzięki któremu miliardy trafiające do firm powstrzymały wzrost bezrobocia. Dla banków to istotne, bo w przeszłości była duża zależność między stopą bezrobocia a wskaźnikami niespłacanych kredytów.

Wyniki banków za II kwartał nie były aż tak słabe jak wcześniej się spodziewano. Co dalej?

Wyniki kredytodawców w tym okresie były bardzo słabe, choć faktycznie oczekiwania były nieco niższe. To jednak aptekarska różnica. Wynik odsetkowy i odpisy są głównym powodem pogorszenia zysków. Ten pierwszy ze względu na cięcie stóp procentowych już spadł w II kwartale i pogorszy się jeszcze w III kwartale. Z kolei saldo odpisów rośnie ze względu na wzrost rezerw zawiązywanych „na wyrost", na dopiero oczekiwane pogorszenie spłacalności, bo wskaźnik złych kredytów w niewielkim stopniu się pogorszył dzięki wciąż dobrej sytuacji dotyczącej bezrobocia, choć wielką niewiadomą jest to co będzie w przyszłości.

Co będzie działo się z wynikiem odsetkowym, najważniejszym źródłem przychodów sektora?

Ostatnie, dotyczące lipca, dane NBP o oprocentowaniach kredytów i depozytów przyniosły ciekawe, dość pozytywne informacje. Sektor nadal w lipcu płacił za depozyty średnio więcej niż wynosi WIBOR, czyli koszt pieniądza na rynku, ale prawdopodobnie na przestrzeni paru miesięcy koszt finansowania jeszcze istotnie spadnie. Zatem spread depozytowy, czyli różnica między średnim oprocentowaniem a stawką WIBOR, będący dzisiaj ujemny, powinien poprawić się, może wynosić kilkadziesiąt pkt baz. W przypadku spreadu na kredytach wskaźnik ten zawsze po obniżce stóp rośnie (oprocentowanie kredytów zmniejsza się z pewnym opóźnieniem, zwykle trwa to 3-6 miesięcy, WIBOR zaś obniża się od razu po cięciu stóp – red.). Parę miesięcy po dostosowaniu oprocentowania wszystkich kredytów do nowej stawki WIBOR spread powinien wrócić do poziomu sprzed obniżek. W lipcu do poziomu sprzed obniżek brakuje tylko 10 pkt baz. Wydaje się, że duża część dostosowania oprocentowania do obecnych stóp, już się dokonała. Jest więc nadzieja, że wynik odsetkowy zanotuje dołek w III kwartale, później może się stabilizować. Czy się będzie dalej poprawiał? Na to pytanie teraz nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Co z rezerwami? Czy mocno urosną po wygasaniu programów pomocowych?

Pytanie brzmi jak będzie wyglądać różnica netto między dwoma czynnikami. Na razie rezerwy tworzone przez banki w dużym stopniu są modelowe, na dopiero oczekiwane straty kredytowe, wynikają z uwzględnienia danych odzwierciedlających aktualne oczekiwania co do gospodarki. Jeśli te prognozy nie będą się istotnie zmieniać od obecnych, nie powinny się pojawiać nowe rezerwy portfelowe. Jednak z drugiej strony portfel może się już realnie zacząć psuć, pierwszą próbą będzie koniec wakacji kredytowych, później okres, gdy będą wygasać programy będące wsparciem dla zatrudnienia i wsparciem dla firm z tarcz antykryzysowych. Dużo zależeć będzie od tego na ile firmy utrzymają zatrudnienie, gdy już nie będą zobligowani do tego, oraz czy pracownicy znajdą nową pracę, jeśli dojdzie do zwolnień. To kluczowa niewiadoma w sprawie wyników sektora w przyszłym roku, na to pytanie na razie nie mamy odpowiedzi. Najbliższe 12 miesięcy powiedzą, jak rozwinie się sytuacja pod względem rezerw. Nie wiadomo też czy banki postanowią mocniej niż muszą obciążyć tegoroczny wynik odpisami, aby w przyszłym móc pokazać poprawę wyników.

WIG-banki to najgorszy indeks sektorowy na GPW, nie odrobił tąpnięcia na rynku z pandemii w lutym. Czy jest coś, co może odwrócić ten trend i wesprzeć notowania banków?

Kursy polskich banków są bardzo mocno powiązane z notowaniami tych światowych. Widać to było dobrze na początku czerwca, gdy polskie banki zyskiwały w ślad za światowymi, mimo trzeciej i dotkliwej obniżki stóp z końca maja. Jeśli banki na świecie zaczną rosnąć, polskie też będą zyskiwać. Na razie lepsze zachowanie rynku pracy, wynik odsetkowy oprócz niskich stóp mamy pozytywny wpływ mocno rosnących aktywów sektora. Czynniki czysto fundamentalne, wynikowe, kształtują się lekko w pozytywną stronę. Oprócz lepszego rynku pracy jest też nie aż tak złe zachowanie wyniku odsetkowego, na który wpływają negatywnie wprawdzie niższe stopy, ale pozytywnie duży przyrost aktywów. Zaokrąglając – mamy już 50 mld zł przyrostu i będziemy mieć jeszcze 50 mld zł dodatkowych aktywów, a oprocentowanie depozytów korporacyjnych jest bliskie zeru, a z drugiej strony obligacje PFR po skorygowaniu o podatek bankowy dają 1-1,5 proc., to można powiedzieć ze od 0,5 mld zł do 0,7 mld zł sektor otrzymał wsparcia dzięki realizacji tego programu. Na krótką metę mamy pewne pozytywne czynniki w zakresie wyników finansowych, ale z drugiej strony mamy zagrożenia, o których dawno wiemy.

Jakie?

To trzy główne sprawy. Pierwsza to kredyty frankowe i rosnące koszty przegrywanych w sądach spraw. Druga to pytanie czy w sektorze są banki mające problemy i mogące wymagać wsparcie. Do tego zagadnienia dochodzi pytanie jak to się odbędzie, czy zrobi to Bankowy Fundusz Gwarancyjny czy któryś z dużych banków państwowych. Trzeci czynnik to rosnący wpływ państwa na sektor bankowy. Mieliśmy wiele zmian w zarządach państwowych banków, a w tej branży stabilność kadry zarządczej jest bardzo ważna, rodzi to pytania co dalej i sprawiają, że temat potencjalnie wymieniany na plus – czyli potencjalna konsolidacja sektora – niekoniecznie musi być odbierany przez inwestorów pozytywnie. Pojawia się bowiem pytanie jaką rolę w konsolidacji odegrają banki państwowe a na ile decydować będą kwestie czysto ekonomiczne a na ile inne, niekoniecznie będące na rękę dla akcjonariuszy mniejszościowych banków.

Banki w tym roku nie mogą wypłacać dywidend. Niektóre z nich mają wiele zysków niepodzielonych. Czy perspektywa ich wypłaty może zwiększać atrakcyjność banków?

Myślę, że tak. Ale ze względu na ryzyka, które wymieniłem, na razie jest to tylko tryb przypuszczający. Gdyby inwestorzy zobaczyli, że to się dzieje, stałoby się to impulsem do wzrostu kursów banków, szczególnie tych, które by taką sowitą wypłatę dywidend rozpoczęły. Pytanie jednak brzmi ile kredyty frankowe będą kosztować banki i czy będą miały one zdolność kapitałową do wypłaty oraz czy ze względu na ten problem nadzór zaostrzy ograniczenia dywidendowe dla całego sektora czy dla banków z dużą ekspozycją na franki. Kolejna sprawa to konsolidacja i środki potrzebne na przejęcie. Istotna jest też państwowa kontrola, może być obawa, że w bankach będzie tak jak w spółkach energetycznych, które nie dzielą się zyskiem.

Spore problemy ma Idea Bank. Co go czeka?

Nie chciałbym się wypowiadać na temat pojedynczych instytucji. Negatywnie na wycenę dużych giełdowych banków wpływają problemy małych banków. Uwzględniamy to szacując przyszłe koszty na BFG spodziewając się, że wzrośnie składka. Poza tym w przypadku niektórych dużych instytucji państwowych pojawia się dodatkowe dyskonto, bo można obawiać się, że będą zaangażowane w proces z niewiadomym skutkiem finansowym. Cokolwiek się zdarzy będzie pozytywne dla innych banków bo sytuacji się wyjaśni, pozwoli policzyć wpływ tego czynnika na zyskowność sektora. W przypadku składek na BFG jest szansa na pozytywne zaskoczenie: być może krajowe poziomy docelowych funduszy gwarancji depozytów i restrukturyzacji zostaną zweryfikowane i obniżone, co wpłynęłoby na zmniejszenie składek na BFG.

Powiązane artykuły