Analizy

Tydzień na rynkach. Czarny łabędź z Turcji

Załamanie liry można uznać za zaskoczenie, a nerwową reakcję rynków za zrozumiałą.
Foto: Bloomberg

Amerykańska waluta po raz kolejny udowodniła swoją przydatność w kryzysowych sytuacjach. Mimo wszelkich zastrzeżeń to dolar jest ostatnią deską ratunku.

Jak trwoga, to do dolara

Foto: GG Parkiet

Problem w tym, że jego umocnienie jest z reguły czynnikiem potęgującym kłopoty i napięcia w wielu segmentach rynku finansowego oraz w sytuacji licznych krajów, głównie z grupy emerging markets. I tak się też dzieje w przypadku tureckiego kryzysu. Od początku sierpnia Dollar Index poszedł w górę o 2,5 proc., najmocniej od maja, i zbliża się do poziomu najwyższego od połowy ubiegłego roku. Wówczas mieliśmy do czynienia z mieszanką ryzyka politycznego dotyczącego wyborów we Włoszech i kontynuacji zaostrzania polityki pieniężnej przez Fed. Obecnie miejsce Włoch zajęła chwilowo Turcja, a zbliżające się wrześniowe posiedzenie rezerwy federalnej każe się szykować na kolejną podwyżkę stóp procentowych.

Foto: GG Parkiet

Niesłabnące napięcia polityczne, często podsycane przez Donalda Trumpa chętnie używającego sankcji ekonomicznych, konsekwencja Fed oraz obawy o koniunkturę gospodarczą nie stanowią dobrej perspektywy na najbliższe tygodnie i miesiące, chyba że doszłoby do przełomu w amerykańsko-chińskich przepychankach w sprawie handlu. Jedną z niewielu giełd, która na razie silnego dolara się nie boi, jest Wall Street. Choć w ostatnich dniach tamtejsze indeksy uległy gorszym nastrojom, jednak zaliczyły jedynie niewielką korektę, a czwartek przyniósł spory ruch w górę na wieść o mających się odbyć pod koniec sierpnia rozmowach z przedstawicielami Chin.

Na głównych giełdach europejskich trudno mówić o wyraźnym tąpnięciu, ale DAX w tendencji spadkowej utrzymuje się już trzeci tydzień z rzędu, tracąc w tym czasie prawie 5 proc. i testując w minioną środę czerwcowy dołek. W czwartek przecena została powstrzymana, a 12 200 punktów obronione. Podobnie wygląda sytuacja w Paryżu, choć tam skala spadku indeksu jest nieco mniejsza. Znacznie bardziej nerwowo było na parkietach we Włoszech i w Hiszpanii w związku z obawami o tamtejsze banki mocno zaangażowane w Turcji. Włoski MIB znalazł się na poziomie najniższym od kwietnia 2017 r., a IBEX testował dołek z marca obecnego roku.

Rynki wschodzące w opałach

Foto: GG Parkiet

Choć sierpień ledwie minął półmetek, to dla rynków wschodzących już pretenduje do najgorszego miesiąca od sierpnia 2015 r. Trzy lata temu MSCI Emerging Markets stracił prawie 9 proc., obecnie na razie zniżkuje o niespełna 7 proc., ale jest na najlepszej drodze do „poprawienia" rezultatu. Od tegorocznego styczniowego szczytu do minionej środy poszedł w dół o prawie 20 proc. i czwartkowe niewielkie odbicie nie zmienia znacząco sytuacji. Wejście w obszar bessy wydaje się tylko kwestią czasu, biorąc pod uwagę nagromadzenie czynników ryzyka i listę krajów z grupy rynków wschodzących, które już są lub lada moment mogą się znaleźć w poważnych tarapatach. Turcja jest tylko kolejnym, choć pokaźnym „kamyczkiem", który może uruchomić lawinę.

Chociaż lista i skala problemów w poszczególnych krajach jest zróżnicowana, to wspólnym dla nich mianownikiem jest silny dolar. Giełda w Stambule objęła prowadzenie w rankingu najgorszych w tym roku rynków wschodzących, tracąc 25 proc., ale tuż za nią jest Szanghaj, gdzie w czwartek indeks pogłębił niedawne dołki i znalazł się najniżej od lutego 2016 r. Od tegorocznego szczytu zniżkuje o 24 proc. Spośród parkietów azjatyckich na plusie są jedynie indyjski Sensex i wskaźnik giełdy w Pakistanie. Przed spadkami broni się Australia, w naszym regionie Ukraina, Litwa, Rumunia, Słowacja, Łotwa i Estonia, a więc rynki o marginalnym znaczeniu.

Foto: GG Parkiet

W Ameryce Południowej, poza Argentyną, giełdy nie wyglądają zbyt dramatycznie, za to o wiele gorzej jest z walutami. To właśnie waluty, a nie giełdy, zdają się lepiej obrazować mapę ryzyka na emerging markets. A na niej przodują wspomniana Argentyna, Turcja, RPA, Brazylia, Rosja, a także Indie. Nieco tylko niżej w tym rankingu znajdują się złoty i forint, tracące wobec dolara po 8–9 proc. Nie można też zapominać o juanie, którego mocniejsza deprecjacja może doprowadzić do nasilenia niepokojów, jak to w ostatnich latach bywało już dwukrotnie.

WIG20 się broni

Po przekraczającym 3 proc. tąpnięciu z poprzedniego piątku ostatnie dni przyniosły próbę obrony przez indeks naszych największych spółek przed pogłębieniem przeceny. Choć odbicie nie było imponujące, WIG20 zdołał powrócić powyżej naruszonego poziomu 2250 punktów, ale nie obyło się bez niedźwiedzich akcentów. Pomogła nam nieco środowa świąteczna przerwa, dzięki której udało się uniknąć negatywnego wpływu otoczenia, a w czwartek sprzyjało odreagowanie na światowych giełdach i korekta rajdu dolara. Niemniej jednak zagrożenie ciągle istnieje, w przypadku największych spółek zarówno ze strony banków, spółek surowcowych, jak i energetyki. Akcje Energi, Tauronu i PGE konkurują z papierami Eurocashu i CCC o miano najsłabszych w tym roku, tracąc po około 30 proc., a walory JSW i KGHM z 20-proc. spadkami niewiele im ustępują. W ujęciu branżowym największe straty poniosły w ostatnich dniach WIG Energia, WIG Górnictwo, WIG Chemia i WIG Telekomunikacja. Wyraźnie lepiej falę wyprzedaży zniosły spółki paliwowe, media i budownictwo.

Nadal bardzo słabo prezentuje się sektor małych i średnich firm. mWIG40 w feralny „turecki" piątek stracił niemal 2 proc., a w kolejnych dniach nie stać go było na niewielkie choćby odreagowanie. Jedynym sukcesem może być wyhamowanie zniżki w minioną środę i czwartek oraz obrona przed zejściem poniżej 4200 punktów. Nowym, choć trudno ocenić czy pozytywnym, zjawiskiem jest wyraźny wzrost wolumenu obrotów i to zarówno w fazie niedawnej zwyżki, jak i ostatnich spadków. W trakcie minionych pięciu sesji wzrost odnotowały akcje jedynie ośmiu średnich spółek. Najbardziej spektakularny skok o ponad 25 proc. był udziałem CI Games, które odrodziło się niczym Feniks z popiołów po informacji o przygotowaniu kolejnej wersji Snipera. Ożywienie handlu mWIG40 w dużym stopniu zawdzięcza papierom tej właśnie spółki. To jednak za mało, by rozruszać cały segment średniaków ciągnięty w dół przez takie „tuzy", jak Grupa Azoty, Bank Handlowy, Play, Asseco, a nawet Dino. Walorom tej ostatniej firmy z coraz większym trudem przychodzi bronić się przed spadkiem kursu poniżej 100 zł. sWIG80, choć uchronił się przed poważniejszym tąpnięciem, wciąż osuwa się pod własnym ciężarem i cierpi na brak płynności.

Surowce pod podwójną presją

Umocnienie się dolara, będące konsekwencją tureckiego kryzysu, wywarło bardzo poważny wpływ na notowania większości towarów. Skala przeceny, przynajmniej w niektórych przypadkach, każe przypuszczać, że inwestorzy coraz bardziej obawiają się także spowolnienia gospodarczego, które – poza Stanami Zjednoczonymi – staje się coraz bardziej realne i groźne. Jednocześnie przecena surowców jeszcze bardziej pogarsza perspektywy gospodarek wschodzących.

Jak to często bywa, mocny dolar najbardziej dał się we znaki na rynku złota. W trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia notowania kruszcu poszły w dół o 2,8 proc., co dawałoby największy tygodniowy spadek od maja ubiegłego roku. W czwartek cena złota z dużym impetem zeszła poniżej 1200 dolarów za uncję, a w ciągu dnia zniżkowała do 1160 dolarów, czyli do poziomu najniższego od stycznia 2017 r. Od tegorocznego styczniowego szczytu złoto potaniało już o ponad 13 proc., a 20-tygodniowa spadkowa sekwencja porównywalna jest z równie fatalną serią z drugiej połowy 2016 r., w wyniku której kruszec przeceniony został o ponad 18 proc. Nie można wykluczyć, że dopiero dołek z grudnia 2016 r., znajdujący się w okolicach 1130 dolarów, odegra rolę poważniejszego wsparcia. Już teraz można jednak powiedzieć, że rola złota jako bezpiecznej przystani została ostatecznie zakwestionowana.

Z równie poważną sytuacją mamy do czynienia na rynku miedzi. Środowe tąpnięcie notowań metalu musi robić wrażenie, podobnie jak bilans pierwszych czterech sesji, w trakcie których spadek przekroczył 5 proc. i był najmocniejszy od maja 2016 r. Cena miedzi znajduje się już w obszarze poważnego wsparcia, które powinno przynajmniej na jakiś czas powstrzymać przecenę. Jeśli tak się nie stanie, będzie można mówić o bessie, której kryterium i tak jest już spełnione, gdyż notowania miedzi od czerwca poszły w dół o ponad 20 proc. Na miedź dolar także wpływa negatywnie, ale w jej przypadku ważniejsze mogą być obawy o perspektywy globalnej koniunktury.

Minionych czterech sesji do udanych nie zaliczą także inwestorzy na rynku ropy naftowej, którzy stracili w tym czasie prawie 4 proc. w przypadku WTI i ponad 2,5 proc. w przypadku Brent. Notowania zmierzają w kierunku odpowiednio 64 i 70 dolarów za baryłkę i w obu przypadkach zbliżają się do ważnych technicznych poziomów wsparcia. Tu jednak znacznie ważniejsze od przesłanek technicznych mogą się okazać impulsy geopolityczne, które mogą pchnąć notowania silniej w górę.

Surowcowy CRB Index zaliczył jeden z najgorszych tygodni od lutego obecnego roku, meldując się w minioną środę na poziomie najniższym od grudnia 2017 r. Od majowego szczytu stracił już ponad 9 proc. i niewiele wskazuje na możliwość przełamania negatywnej tendencji.

Roman Przasnyski

główny analityk Gerda Broker


Wideo komentarz

Powiązane artykuły