W końcówce ubiegłego roku grupa PGNiG mocno zwiększyła wydobycie gazu i ropy, co w połączeniu z wysokimi kursami obu surowców powinno dać jej w tym biznesie ponadprzeciętne zyski. Z danych spółki wynika, że w IV kwartale pozyskała z własnych złóż 1,8 mld m sześc. błękitnego paliwa i 437,5 tys. ton ropy. Tym samym w ujęciu rok do roku wydobycie zwyżkowało odpowiednio o 48 proc. i o 21 proc. Ponadto średnia cena gazu na TGE w transakcjach spotowych wynosiła 453 zł za 1 MWh, czyli o 488 proc. więcej niż w IV kwartale 2020 r. Z kolei kurs ropy typu Brent ukształtował się na poziomie 80 USD za baryłkę, co oznaczało zwyżkę o 82 proc.
Drugim kluczowym biznesem grupy PGNiG jest handel błękitnym paliwem – i na tej działalności trzeba się już liczyć ze stratami. To konsekwencja braku możliwości szybkiego i pełnego przeniesienia rosnących kosztów zakupu gazu na finalnych odbiorców, w tym zwłaszcza gospodarstwa domowe. Skalę strat dodatkowo powiększało rosnące zapotrzebowanie zgłaszane przez klientów. W IV kwartale koncern sprzedał im 10,44 mld m sześc. gazu, tj. o 11,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Popyt zaspokajano zwiększonym importem zarówno ze Wschodu, jak i poprzez terminal w Świnoujściu.
Kolejnym kluczowym biznesem PGNiG jest dystrybucja błękitnego paliwa. Tu nastąpiła zwyżka o prawie 8 proc. ilości gazu przesyłanego siecią należącą do koncernu, co powinno przełożyć się na poprawę rentowności tej działalności. Podobnie sprawa ma się ze sprzedażą produkowanej w grupie energii. Jej instalacje zwiększyły wytwarzanie ciepła o niespełna 7 proc., a prądu o ponad 4 proc.
Na koniec grudnia stan zapasów gazu grupy PGNiG wynosił około 3 mld m sześc. Wolumen ten obejmował zarówno surowiec wysokometanowy i zaazotowany zgromadzony w Polsce i za granicą, jak i LNG w terminalach. Z danych Gas Storage Poland, firmy zależnej od PGNiG, która jest operatorem krajowych magazynów, wynika, że wówczas były one zapełnione w 84 proc. To oznaczało, że znajdowało się w nich niespełna 2,7 mld m sześc. gazu.