- Brak nowej taryfy fatalnie wpływa na sytuację spółki. Dzienne straty na całej działalności wynoszą kilka milionów złotych - powiedział Szkałuba.
PGNiG gaz sprzedaje po cenach wyznaczanych przez Urząd Regulacji Energetyki. Tymczasem dwie trzecie sprzedawanego surowca musi importować, głównie z Rosji, płacąc stawki powiązane z wysokimi cenami ropy naftowej.
Firma wystąpiła o nową, wyższą taryfę na pierwszy kwartał 2012 roku. Jednak do tej pory URE nie poinformował, kiedy decyzja zapadnie, ani na jaką podwyżkę się zgodzi. Poza tym taryfa może wejść w życie najwcześniej 14 dni od jej ogłoszenia, a w zimowym pierwszym kwartale sprzedaż gazu jest zwiększona, co potęguje straty gazowej grupy.
Wiceprezes PGNiG Mirosław Szkałuba pytany, jak przedłużająca się procedura przed URE wpływa na firmę, powiedział dziennikarzom:
- Fatalnie. Dziennie ponosimy kilkumilionowe straty. Ostatnie wezwanie prezesa URE niczego nie wniosło, nie odnosiło się do podstaw ekonomicznych taryfy. Nie podejmujemy decyzji o nowych projektach inwestycyjnych, tylko kontynuujemy już rozpoczęte.
Dywidenda pod znakiem zapytania
W jego ocenie spółce może być też trudno zdecydować się na wypłatę dywidendy z zysku za 2011 rok.
- To będzie bardzo trudne pytanie w czerwcu. Księgowy zysk na pewno jest, ale jest duży znak zapytania, jeżeli chodzi o wypłatę dywidendy - powiedział.
PGNiG zastanawia się nad środkami odwoławczymi na drodze prawnej, powiedział wiceprezes.
We wtorek, URE poinformowało PAP, że wysłało do PGNiG nowe pytania dotyczące wniosku taryfowego spółki. Przedstawiciele PGNiG poinformowali z kolei, że w trybie pilnym odesłali odpowiedzi do Urzędu.
Postępowanie trwa od końca października zeszłego roku. Urząd informował wcześniej, że PGNiG chce wysokiego wzrostu cen gazu. W połowie grudnia już raz na wezwanie prezesa URE gazowa firma złożyła korektę wniosku taryfowego i obniżyła swoje oczekiwania co do podwyżki cen gazu, nadal wnosiła jednak o dwucyfrowy wzrost.