Od czasu marcowego trzęsienia ziemi w Japonii i katastrofy elektrowni jądrowej w Fukushimie sceptycyzm wobec energetyki jądrowej wzrósł na całym świecie. Ludzkość z coraz większą nadzieją patrzy w kierunku odnawialnych źródeł energii.
[srodtytul]Fala niechęci do energii jądrowej[/srodtytul]
W pierwszych dniach czerwca niemiecki rząd potwierdził, że do 2022 r. kraj całkowicie wycofa się z energetyki atomowej. Do tego czasu Niemcy wyłączą dziewięć reaktorów jądrowych. Siedem najstarszych jednostek wyłączono tuż po japońskiej katastrofie. Jednocześnie władze przygotowały ustawy, które przyspieszą rozwój odnawialnych źródeł energii w Niemczech.
Również działania Japończyków zdają się potwierdzać opinię, że renesans energetyki jądrowej, o którym mówiło się w ostatnich latach, jest dziś fikcją. Japonia czerpie z siłowni atomowych 30 proc. potrzebnej jej energii. Dotychczas plany rządu zakładały, że ten odsetek będzie rósł.
Jednak sygnały obecnie płynące z Kraju Kwitnącej Wiśni wskazują, że będzie dokładnie odwrotnie. Bardziej intensywnie będą rozwijane technologie odnawialne. Jednocześnie losy elektrowni jądrowych już pracujących stają pod dużym znakiem zapytania.
Z podobnymi dylematami mierzą się dziś rządy innych krajów. Z uwagą śledzą reakcje opinii publicznej nie tylko ze względu na konieczność reform w energetyce, ale także z obawy przed ewentualną utratą głosów w wyborach.
[srodtytul]Zielona energia ma swoje granice[/srodtytul]
Polityka energetyczna Polski zakłada, że w 2030 r. będziemy czerpać 16 proc. energii z atomu, a 19 proc. ze źródeł odnawialnych (większość nadal będzie pochodzić z węgla).
Premier Donald Tusk zapowiedział, że Polska mimo katastrofy w Japonii jest zdeterminowana, by projekt budowy elektrowni jądrowej był u nas kontynuowany. Jednak już teraz opozycyjne partie domagają się referendum z pytaniem, czy ten projekt rzeczywiście powinien być w Polsce realizowany. Gdyby za kilka lat optyka w polityce się zmieniła, to czy moglibyśmy zrezygnować z budowy atomu i zastąpić go wyłącznie alternatywnymi źródłami? Nie można tego wykluczyć, ale byłoby to okupione ogromnym wysiłkiem.
Przy naszym położeniu geograficznym i dostępnych obecnie technologiach trudno liczyć, by Polska stała się potentatem w dziedzinie energetyki wodnej czy słonecznej. Obecnie ich udział w ogólnej strukturze produkcji energii wynosi poniżej 1 proc. i trudno byłoby o rewolucyjny postęp. Dużo większe nadzieje są wiązane za to z energetyką wiatrową. Ministerstwo Gospodarki oszacowało, że w tej technologii moglibyśmy wytwarzać w 2030 r. 40 terawatogodzin energii rocznie. Będzie to wówczas – według tych samych prognoz – niemal 20 proc. krajowego zapotrzebowania na prąd.
[srodtytul]Wiatraki nie tylko na lądzie, ale i na morzu[/srodtytul]
Ogromna większość farm wiatrowych miałaby powstać na lądzie, ale postęp technologii pozwala wiązać nadzieje także z rozwojem mocy na morzu. – Rozwój energetyki wiatrowej na Bałtyku to szansa na ożywienie przemysłu i utworzenie nawet ośmiu tysięcy nowych miejsc pracy – powiedział niedawno wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak.
Jego zdaniem morska energetyka wiatrowa to branża, która w szybkim tempie stała się jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się sektorów energetycznych w Unii Europejskiej. Eksperci szacują nasz krajowy rynek na 0,5–1,5 gigawata w 2020 r. i odpowiednio 5–6 GW w 2030 r. (dla porównania – największa w Polsce konwencjonalna Elektrownia Bełchatów ma moc 4,4 GW).
[srodtytul]Potrzebne ogromne nakłady[/srodtytul]
Według Polskiego Towarzystwa Energetyki Wiatrowej szacunkowe koszty inwestycyjne realizacji morskich elektrowni wiatrowych na obszarze Południowego Bałtyku wyniosą około 3?mln euro za 1 MW zainstalowanej mocy. Z kolei koszty budowy 1 MW mocy w elektrowni jądrowej inwestor (Polska Grupa Energetyczna) szacuje na 3–3,5 mln euro.
Wicepremier zaznaczył, że w przypadku morskiej energetyki wiatrowej konieczne będą duże inwestycje: od 2,25 mld euro do 2020 r. i do 7,5?mld euro do 2030 r. – Korzyści dla Pomorza i polskiej gospodarki wraz z rozwojem dostępnych technologii będą dużo większe – podkreślił.
Obecnie w Polsce mówi się o dynamicznym rozwoju energetyki wiatrowej. Zainstalowano u nas dotychczas 1351 MW mocy w tej technologii (dla porównania – moce w Niemczech wynoszą blisko 24 tys. MW). Nie stanowi to nawet jednego procenta wszystkich mocy istniejących w naszym kraju.
Kolejne farmy mogą powstawać szybciej niż dotychczas, ponieważ Polska przygotowała dla inwestorów dofinansowanie. Jednak dużo mówi się też o przeszkodach, które hamują rozwój energetyki wiatrowej. Eksperci zwracają uwagę, że tempo jej rozwoju obniżają na przykład problemy z przyłączaniem farm wiatrowych do sieci, z lokalnymi planami zagospodarowania przestrzennego, czy skomplikowane analizy środowiskowe.
Ale nawet jeśli pominiemy przeszkody formalne, to powstaje pytanie o opłacalność tej technologii. Produkcja energii z wiatru jest droższa niż z węgla i gdyby nie system wsparcia w postaci zielonych certyfikatów, budowa farm nie miałaby uzasadnienia ekonomicznego. Dodatkowo trzeba pamiętać, że nie zapewniają one gwarancji stabilnych dostaw. W okresach kiedy wiatr wieje słabiej, trzeba wytwarzać energię z innych źródeł, najczęściej konwencjonalnych: węglowych, gazowych lub jądrowych.
[srodtytul]Sam wiatr to jeszcze za mało[/srodtytul]
Świadomość wszystkich wad i zalet energetyki wiatrowej sprawia, że jest ona traktowana jako interesujący, ale jednak tylko fragment całego miksu paliwowego. Trudno natomiast przypuszczać, by zajmowała w nim dominującą pozycję.
Drugą gałęzią energetyki odnawialnej o sporym potencjalne rozwoju są elektrownie na biomasę, w tym biogazownie. Jak wskazują eksperci z PricewaterhouseCoopers i ING Banku Śląskiego, obecnie w Polsce funkcjonuje tylko dziesięć biogazowni. Ich moc elektryczna w sumie wynosi 9,8 MW, a cieplna – 9,5 MW.
Bariery rozwoju tej technologii są podobne jak w przypadku wiatraków: wyższe nakłady inwestycyjne i mniejsza opłacalność produkcji prądu niż w przypadku elektrowni węglowych. Dodatkowo dostęp do biomasy w Polsce wcale nie jest łatwy. Współspalanie biomasy wraz z węglem w tradycyjnych elektrowniach staje się coraz bardziej popularne, więc surowiec ten będzie trzeba w przyszłości importować.
Podsumowując, wyzwania, przed którymi stoi energetyka odnawialna, są dziś tak duże, że trudno uważać ją za realną alternatywę wobec energetyki jądrowej.