Obraz płynący z wykresów nie jest jednoznacznie optymistyczny. Tym bardziej że maj widać już za zakrętem, a giełdowe przysłowie wskazuje ten miesiąc jako okres sprzyjający sprzedaży akcji.

W ubiegłym roku byki poszły jednak pod prąd i skutecznie poradziły sobie z niedźwiedziami. Zresztą nie był to pierwszy raz w tej dekadzie, gdy giełdowa zasada „sell in May and go away” nie sprawdziła się nad Wisłą. Podobnie było we wcześniejszych latach, z wyjątkiem 2024 r., kiedy faktycznie korekta rozlała się po warszawskiej giełdzie.

Na razie hossa trwa: minima rosną, a trend wzrostowy dominuje zarówno wśród największych, jak i najmniejszych spółek. Jest jednak kilka kwestii, nad którymi warto się pochylić. Po pierwsze, sWIG80 nie potwierdził szczytów ustanowionych przez WIG. Po drugie, złoty znajduje się z dala od swoich ekstremów, co oznacza pojawienie się negatywnej dywergencji na linii akcje–waluta. Po trzecie, WIG prawdopodobnie w piątek albo przełamie wsparcie na poziomie 130399 pkt., albo pozostawi po sobie tygodniową formację harami. Ostatni raz taka struktura pojawiła się we wrześniu 2014 r., inicjując średnioterminową korektę.

Tym razem może być inaczej i GPW pokaże siłę. Zmienność w ostatnich tygodniach jest podwyższona, co daje szansę, iż za chwilę może pojawić się news, który okaże się „petardą” dla byków. Jednakże na rynkach wyraźnie „coś siadło” i mimo rekordów w Nowym Jorku, to w Londynie, Paryżu czy Frankfurcie zabrakło energii, by powalczyć o ATH.