Od kilku tygodni przeglądam notowania na Catalyst z coraz większym niepokojem. Nie udaje mi się znaleźć żadnej okazji inwestycyjnej, obojętnie, czy chodzi o krótki, czy długi termin. Fakt, że wymagania mam wysokie – zakładając IKE w formie rachunku maklerskiego, przyjąłem, że uda mi się osiągać średnio 10 proc. rentowności brutto. Na IKE nie ma podatku, więc brutto jest również stawką netto. Od założenia IKE minęło pół roku, a wartość portfela wzrosła o 8 proc. Rozumiecie więc, dlaczego rynek mnie rozpieścił – wiosną nie brakowało okazji, by ulokować środki np. na dwa–trzy miesiące na ponad 10 proc. w skali roku. Dziś – pomijając przypadki, w których należałoby podjąć nieakceptowalne przeze mnie ryzyko – jest to niemożliwe. Ale nie chodzi tylko o brak okazji. Ponieważ „plan" w I połowie roku wykonałem jak nasz minister finansów (czyli 80 proc. celu na cały rok), mogę pozwolić sobie na niższe zwroty. Jednak „normalnych" 7–8 proc. na dłuższy termin (mniej więcej do trzech lat w przypadku „bezpiecznych" emitentów) też nie sposób znaleźć. Nawet papiery wygasające za parę tygodni są dziś wyceniane powyżej nominału, co ogranicza sens inwestycji do zera, nawet dla kogoś, kto nie zapłaci podatku od wypłaconych odsetek.