Nazistowski „złoty pociąg" rzekomo znaleziony w Wałbrzychu rozbudza wyobraźnię Polaków. Choć nie jest pewne, jakiego rodzaju ładunek ewakuowany został nim w 1945 r. z Wrocławia, to jeden z tabloidów spekulował, że może znajdować się w nim tyle złota, by starczyło na spłatę całego polskiego długu publicznego. Inni studzą emocje, wskazując, że pociąg mógł przewozić nie złoto, tylko np. pociski z sarinem. Niezależnie od tego, co zostanie odkopane z zasypanego tunelu, afera wokół „złotego pociągu" przypomniała społeczeństwu, że wciąż istnieją wielkie, zaginione skarby, które czekają, by sięgnęli po nie żądni bogactw pasjonaci historii. Wiele ich może spoczywać w polskiej ziemi – wszak Dolny Śląsk, na południe od Odry, był terenem, na którym Niemcy rozmieścili wiele skrytek depozytowych z zagrabionymi przez nich skarbami. Ponieważ ich radiowywiad przechwycił pierwotne plany aliantów dotyczące powojennych Niemiec mówiące o polskiej granicy na Odrze (a nie na Odrze i Nysie), naziści uznali tę część Śląska za obszar bezpieczny. Skradzione przez nich dobra, których nie zdołali przerzucić do Ameryki Południowej, były tam ukrywane na masową skalę. Wśród nich może się znaleźć nawet Bursztynowa Komnata (prezent króla Prus dla cara Rosji Piotra I, skradziony przez Niemców w 1941 r. ), o ile oczywiście nie spłonęła w zbombardowanym Królewcu.