Reklama

Rynek liczy na stabilność nad Bosforem

Inwestorzy oczekują przede wszystkim tego, że władze w Ankarze bardziej skupią się na reformach niż na budowaniu nowego Imperium Osmańskiego.
Recep Tayyip Erdogan, prezydent Turcji (z lewej), ma w ekipie obecnej władzy decydujące słowo, mimo

Recep Tayyip Erdogan, prezydent Turcji (z lewej), ma w ekipie obecnej władzy decydujące słowo, mimo że konstytucja przyznaje mu bardzo ograniczone prerogatywy. Premier Ahmet Davutoglu jest więc powszechnie uznawany jedynie za wykonawcę woli Erdogana.

Foto: Archiwum

Nieczęsto się zdarza, by wynik wyborów pozytywnie zaskoczył rynek, a jeszcze rzadziej, by rezultaty głosowania przyniosły inwestorom scenariusz uznawany za optymalny. Gdy okazało się więc, że rządząca Turcją od 2002 r. Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) zdobyła 49 proc. głosów w przyspieszonych wyborach parlamentarnych z 1 listopada, inwestorzy zareagowali euforią. W powyborczy poniedziałek lira umocniła się o 4 proc. wobec dolara i była to jej największa jednodniowa aprecjacja od 2008 r. BIST 100, czyli główny indeks giełdy w Stambule, zyskał ponad 5 proc. Wstępne wyniki wskazywały, że AKP uzyskała większość miejsc w parlamencie i zdoła sama stworzyć stabilny rząd.

Pozostało jeszcze 92% artykułu

Teraz kwartalna e‑prenumerata z rabatem 34%!

Obserwuj świat finansów i bądź gotowy na codzienne decyzje biznesowe.

Subskrybuj i zyskaj dostęp do aktualnych i sprawdzonych informacji, wnikliwych analiz, komentarzy ekspertów, prognoz i zestawień publikowanych wyłącznie w "Parkiecie".

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama