Dzisiejsza sesja z całą pewnością nie przejdzie do historii jako zapierająca dech w piersiach. Niemniej była to całkiem interesująca rozgrywka. Wczorajsze spadki na Wall Street przełożyły się na stosunkowo niekorzystne otwarcie notowań najpierw w Europie i potem przy Książęcej. Wraz z upływem czasu inwestorzy odzyskiwali spokój ducha, a nastrój na warszawskim parkiecie się poprawiał - rynek rozpoczął kilkugodzinny marsz w górę. Z technicznego punktu widzenia dzisiejsza sesja nie wniosła niczego nowego (może poza białą świeczką) do obrazu rynku jaki oglądamy od kilku już tygodni. Nieco ciekawiej prezentuje się za to wykres miesięcznego indeksu Wig20, na którym po dużej czarnej świecy zauważamy trzy mniejsze zwiastujące konsolidację indeksu na obecnym poziomie (tj. budowanie bazy). Pozostaje nam mieć nadzieję, że w następnej kolejności przyjdzie nam oglądać pokonanie super istotnego oporu - 1500 punktów i rozpoczęcie kolejnej fali wzrostów.
Póki co, warszawski parkiet ewidentnie cierpi na brak napływu zagranicznych środków i ożywienia notowań, w ten prosty a jak niesłychanie skuteczny sposób. Tymczasem zagranica systematycznie unika angażowania się w tym rejonie Europy. Być może jest to już wpływ zbliżających się wyborów parlamentarnych lub też chodzi o stosowanie zasady wystrzegaj się przejmowanych spółek - bo tak naprawdę z punktu widzenia kapitałów zagranicznych w Polsce nie ma już za bardzo co kupić! Dlatego też liderami parkietu są spółki małe i średnie, które można rozruszać za pomocą jedynie rodzimego kapitału. W takim przypadku wolumen obrotu w najbliższym czasie pozostanie - cóż mały!
Krzysztof Borowski