Znajomość większości ważniejszych wyników finansowych spółek za IIQ bieżącego roku powoduje, że inwestorzy na Wall Street zaczynają przywiązywać większą wagę do stanu gospodarki amerykańskiej. Tendencja ta miała odzwierciedlenie podczas wczorajszych notowań.
Czerwcowe wydatki na konsumpcję wzrosły o 0,4 proc., czyli o 10 pkt. bazowych lepiej niż oczekiwali analitycy. Prawdopodobnie było to spowodowane luzowaniem polityki fiskalnej w USA. Amerykanie zdając sobie sprawę z lipcowych zwrotów podatkowych z większą beztroską sięgali do portfeli, skutecznie pomagając firmom pozbywać się nierentownych zapasów. W bliskiej przyszłości prawdopodobny jest dalszy wzrost konsumpcji, który pozwoli przedsiębiorstwom zintensyfikować produkcję, a tym samym będzie motorem napędowym gospodarki amerykańskiej.
Specjaliści nie docenili również potencjału wzrostowego dochodów osobistych. Ich przyrost w czerwcu wyniósł 0,3 proc., przy oczekiwaniach tylko 0,2 proc.
Dobrych nastrojów nie podzielali konsumenci. Wskaźnik ich optymizmu spadł w lipcu do 116.5 pkt. ze 118.9 pkt. w czerwcu. Nie powinno to dziwić, ze względu na brak w lipcu jakichkolwiek przesłanek poprawy w koniunkturze i dużą liczbą słabych prognoz spółek.
Powyższe doniesienia pozwoliły na wzrost indeksu Dow Jones o 121 pkt., do poziomu 10,522 pkt., oraz indeksu Nasdaq o 9 pkt., czyli do wartości 2,027 pkt.