Minął kolejny dzień korekty ostatniego silnego impulsu wzrostowego. Warto zwrócić uwagę, iż to stwierdzenie kryje w sobie sporą dawkę optymizmu, jako że zawiera założenie, iż październikowa minihossa nie była jedynie przerywnikiem w męczącej bessie. Obawy przed powrotem do trendu dominującego na WGPW od wielu miesięcy są zrozumiałe, jednak w dalszym ciągu trudno mówić o jakichkolwiek rozstrzygnięciach, zwłaszcza że niskie obroty utrzymujące się od czterech sesji znacznie obniżają wiarygodność wszelkich sygnałów. Charakterystyczna (szczególnie na początku tygodnia) była jednak słabość naszej giełdy wobec całkiem przyzwoicie zachowujących się rynków zachodnich. Przyjęcie pozycji wyczekującej przed wtorkową decyzją Fed (przy rosnącym Eurolandzie) niewiele wyjaśniło i swoją prawdziwą kondycję nasz parkiet pokaże dopiero wtedy, gdy na Zachodzie rozpocznie się realizacja zysków. Pytanie tylko, czy możliwe są trwałe wzrosty w obecnej sytuacji makroekonimicznej. W opinii wielu ekspertów, nie da się już zatrzymać procesów recesyjnych na świecie. Problem polega na tym, jak skrócić do minimum ten trudny okres i jak złagodzić jego skutki. Nasz rząd proponuje podejście fiskalne. Podniesienie podatków jest łatwe, ale warto przypomnieć sobie chociażby, jak zmieniły się wpływy do budżetu po podniesieniu w styczniu tego roku akcyzy na samochody. Czy likwidacja ulgi za oszczędzanie w kasie mieszkaniowej nie przyniesie podobnych rezultatów? A czwarta stawka PIT ? 50%, czy na Cyprze albo Kajmanach nie powstanie kilka nowych spółek? Można żywić poważne obawy, czy rządowe recepty uzdrowią naszą chorą gospodarkę.

Paweł Hryniewicki

DM PENETRATOR