Długa czarna świeca i wysokie obroty nie pozostawiły złudzeń co do perspektyw rynku w najbliższym czasie. Co gorsza do wybicia w dół z formacji odwrócenia trendu doszło dopiero w ostatni poniedziałek, więc wygląda na to, że jesteśmy dopiero na początku trendu spadkowego.
Taki opis sytuacji wyklucza możliwość trwalszej poprawy nastrojów, a daje jedynie nadzieję na korekcyjne odbicie. Wynika z tego, że jesteśmy w okresie, gdzie powinniśmy przypomnieć sobie, czym kończyło się "łapanie" lokalnych dołków przez długie miesiące bessy. Trzeba to jasno powiedzieć - kupowanie akcji, szczególnie tych z WIG20, w obecnej chwili to nie jest dobry pomysł.
Wielu z nas, obserwatorów rynku, może zastanawiać się, jakie są powody takiego szybkiego osłabienia koniunktury. Teraz to pytanie nie ma większego znaczenia i wydaje się, że tak jak nie było fundamentalnych podstaw do tak silnych wzrostów, jakie obserwowaliśmy na giełdach światowych przez minione miesiące, tak nie musi być wcale powodów do spadku. Jesteśmy w wyjątkowym okresie, gdzie na rynki oprócz procesów gospodarczych oddziałują także zdarzenia polityczne i militarne, co czyni decyzje inwestorów bardziej podatnymi na emocje.
Poza tym napływające na rynek informacje w większości dają się interpretować w dwojaki sposób, co zależy od ogólnego nastroju na rynku. Nie ma jednak wątpliwości, że eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, czy informacje z naszych spółek (Netia, Elektrim, TP.S.A.) nie poprawiają humorów graczy.
WIG20 otworzył się na poziomie 1161 pkt., po czym spadł do blisko 1145 pkt., więc jesteśmy blisko wypełnienia minimalnego zasięgu spadków, wynikających z formacji głowy z ramionami. To może na pewien czas uspokoić parkiet, choć na trwałe wzrosty nie ma co liczyć.