Oznacza to bowiem, że ci, którzy zachęceni obecną na dzisiejszej sesji nadzieją na przebicie oporu, kupowali akcje, mogą zechcieć się ich pozbyć skoro nie wystąpił sygnał na który liczyli. Wtorkowe notowania potwierdzają też, że wobec "odrobienia zaległości" wobec zagranicznych giełd jesteśmy w znacznie większym stopniu wystawieni na wpływ notowań na nich. A dziś europejskie rynki wypadało słabiutko potwierdzając niekorzystne wrażenie z dnia wczorajszego. Chodzi tu głównie o DAX-a, który dwa razy próbował wybić się powyżej połowy poniedziałkowej świecy i grudniowego maksimum. Jeśli to nie uda się po rozpoczęciu sesji w USA to trzeba będzie uznać, że ostatnie wybicie było fałszywe, a to powinno sprowokować szybki test linii, łączącej październikowy i grudniowy dołek, wyznaczającej równocześnie trzecią linię wachlarza, opisującego notowania od połowy września.

Wiele będzie zależeć od przebiegu notowań w USA. Tu można powtórzyć, iż wczorajsza sesja wzbudziła duże zaniepokojenie. Martwi też ogromna wiara w dalsze wzrosty, widoczna w wypowiedziach amerykańskich analityków. Szukają oni najmniejszych powodów do wzrostów. Dziś wskazywali, że powodem do tego mogą być informacje ze spółek BMC i Altera, które potwierdziły dobre prognozy dotyczące ostatniego kwartału.

Zamknięcie WIG20 poniżej 1339 pkt. należało będzie uznać za pierwsze poważne ostrzeżenie, iż potencjał wzrostowy naszego rynku w dużym stopniu wyczerpał się.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu