Powyżej kwietniowego dołka. W przypadku tego waloru złamanie tego wsparcia mogłoby oznaczać test historycznego minimum na poziomie 10 zł. Tak więc byki mają o co walczyć. Obroty są większe, niż poprzednio, co nie jest dobrym symptomem. Zresztą nastawienie do tych akcji dobrze obrazuje wskaźnik akumulacja-dystrybucja. Już w kwietniu przebił on ubiegłoroczny dołek, potwierdzając tym samym wyzbywanie się akcji przez tzw. silne ręce.

Utrzymujące się na plusie kontrakty na Nasdaq pozwoliły rynkom w Eurolandzie odrobić straty, a DAX wyszedł nawet 0,4% ponad poziom piątkowego zamknięcia. Jednak od dłuższego czasu kontrakty na amerykańskie indeksy nie są dobrym probierzem nastrojów inwestorów, a prawie regułą (poza ubiegłą środą) stało się, że jak indeksy rosną na początku sesji to na koniec spadają. Teraz miejsca na zniżkę nie mają już zbyt dużo. Blisko są ostatnie dołki, a ich przełamanie w przypadku Nasdaq100 i Nasdaqa stworzy ponowne zagrożenie dla minimów z września ub.r. Wydaje się, że widmo powrotu bessy na światowe rynki akcji da się już zauważyć i u nas. Przejawia się to dużą ostrożnością kupujących, co w zasadzie wystarcza do podtrzymywania cen na obecnym poziomie, a nie pozwala myśleć o trwalszych zwyżkach.