Nie wyrwały rynku z niego dane z USA, których cała partia była prawie idealnie zgodna z oczekiwaniami. Produkcja przemysłowa wzrosła w kwietniu o 0,4% przy wykorzystaniu mocy produkcyjnych na poziomie 75,5%. Jednak rynki amerykańskie zareagowały na te informacje rozczarowaniem i w pierwszych minutach sesji tracą wyraźnie na wartości. Biorąc pod uwagę, że dla Nasdaq oznacza to odbicie od oporu, który powinien wyznaczać kres odbicia jest to negatywny czynnik, ale też nie ma się co oszukiwać, ze jeden, czy drugi spadek w USA może wyrwać nasz rynek z horyzontu. Potrzeba tam przynajmniej średnioterminowych rozstrzygnięć, a na nie szybko również tam się nie zanosi. Ostatnie wzrosty oddaliły Nasdaq od istotnych wsparć, indeksy w Europie trwają w wielomiesięcznych trendach horyzontalnych. U nas kiepskie wyniki spółek nie wystarczają do ożywienia inwestorów. Poza tym brak jest silniejszych impulsów, które poruszyłyby rynek.

Zakończenie sesji w Ameryce może przynieść ciekawe spostrzeżenia. Zakładając, że ostatnie wzrosty na Nasdaq były tylko korektą wcześniejszych silnych spadków, można przyjąć wypełnienie ich zasięgu i oczekiwać powrotu do trwającego od początku roku trendu spadkowego. Jednocześnie trzeba wyraźnie podkreślić, iż każda kolejna zwyżka na Nasdaq oznaczać będzie złamanie struktury tendencji spadkowej, przełamanie linii dwumiesięcznych zniżek i wzrost w kierunku 1800 pkt. Uważam ten wariant za mało prawdopodobny, ale nawet gdyby wystąpił to raczej pomoże w utrzymaniu się naszego rynku w horyzoncie, niż w ukształtowaniu trwałych wzrostów.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu