Nie wiadomo też, czy popytowi wystarczy sił do końca sesji, by utrzymać taką zwyżkę, ale jeśli to udałoby się, to w miarę upływu czasu jest szansa na to, że będą dołączać także i inne spółki, co mogłoby w sumie dać wyraźniejsze odbicie od wsparcia na wysokości 1285 pkt. Dwa najbliższe opory to spadkowa linia wyprowadzona ze styczniowego szczytu przy 1324 pkt., a potem zamknięcie z 29 kwietnia przy 1336 pkt. Patrząc na to, co rynek prezentował na poprzednich sesjach, gdy miał duże problemy z wybiciem się ponad strefę 1305-10 pkt., do wzrostu z początku notowań podchodziłbym ostrożnie. Wokół parkietu nie wydarzyło się nic, co uzasadniałoby nagły zryw w górę. Wypowiedzi Ministra Finansów M. Belki o utracie wiarygodności przez RPP nie tworzą dobrego klimatu przed planowanymi rozmowami w sprawie kształtowania kursu walutowego, a do tego są kolejnym precedensem w relacjach między najważniejszymi instytucjami w naszym kraju. Cała seria złych wyników spółek za I kwartał nie daje podstaw do optymizmu, ale ten czynnik jest po części uwzględniony w cenach akcji. Na amerykańskich giełdach też nie stało się nic, co uzasadniałoby stwierdzenie, że przyszłość tamtejszych rynków rysuje się w jaśniejszych barwach.
W zasadzie jedyne co uzasadnia w tej chwili mocniejszy ruch to przedłużający się trend boczny. Nadzieja na jego opuszczenie mogłaby stworzyć dobry klimat do bardziej psychologicznych, niż racjonalnych działań i zdynamizować przebieg zdarzeń na parkiecie.