Wydaje się, iż sesje z tego tygodnia znacznie zmniejszyły szanse na realizację tego pierwszego wariantu, rozprawiając się jednocześnie z hipotezą o ataku spekulacyjnego kapitału na nasz parkiet. Bardziej prawdopodobne jest spełnienie się któregoś z dwóch pozostałych wariantów. Osobiście stawiałbym na ten ostatni. Sytuacja przypomina trochę tą z drugiej połowy 1999 r., kiedy po silnych wzrostach indeks zaczął spadać. Kiedy przyszło odbicie większość uwierzyła, że jest to powrót do wcześniejszego trendu. Kiedy okazało się, że tak nie jest zaczęła się dużo bardziej gwałtowna część zniżek. Oczywiście teraz stan naszego rynku jest inny i inna jest jego otoczenie, ale sam mechanizm może wystąpić i tym razem.

Tak może się stać zwłaszcza jeśli nastroje na zagranicznych giełdach dalej będą się pogarszać. Można przypuszczać, że obserwowane przez ostatnie dni wahanie inwestorów jest po części wynikiem koniunktury i atmosfery na światowych parkietach. Nie chodzi o same informacje gospodarcze, choć te ciągle są marne, ale też o wzrost niepewności wynikający z zagrożenia atakiem terrorystycznym, czy też z kryzysu zaufania wśród amerykańskich inwestorów. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że te elementy miałyby dużo mniejsze znaczenie, gdyby trwał trend wzrostowy. Wtedy rynki mają tendencję do ignorowania złych informacji, teraz je nawet wyolbrzymiają.

Ważna wiadomość nadeszła z Niemiec, gdzie podano, że spadek PKB w I kwartale wyniósł 1,2% wobec prognoz na poziomie -0,4%. To złe dane nie tylko dla giełd, ale i dla naszej gospodarki. Nie ma się co dziwić, że eksport spowalnia, skoro gospodarka naszego największego partnera handlowego zwija się w takim tempie. W tym kontekście wskazywanie na mocną złotówkę jako główny powód słabnącego eksportu jest cokolwiek dyskusyjne.

WIG20 od początku sesji znajduje się około 0,3% na minusie, co oznacza balansowanie na poziomie zamknięcia z minionego czwartku.