To ono wraz z podstawą białej świecy z ostatniego wtorku, wypadającą na wysokości 1362 pkt. stanowi podstawowe wsparcie. Utrzymywanie się powyżej niego pozwala nadal wierzyć, że ostatnie zwyżki były zaczątkiem trwalszej tendencji.

Ja w to nie wierzę, a początek ostatnich w tym tygodniu notowań zdaje się potwierdzać moje wątpliwości. Zwolennikom dalszych wzrostów można zadedykować słowa z comiesięcznego przeglądu makroekonomicznego analityków BRE Banku o "wyraźnie już teraz widocznym przesunięciu w czasie oczekiwanego momentu ożywienia gospodarki". A przecież analitycy bankowi należą do grupy dość optymistycznie nastawionej do perspektyw wzrostu PKB, który szacują na ten rok na wyższym poziomie, niż rząd. Do tego bardzo wymowne są szacunki dynamiki poziomu inwestycji na kolejne kwartały tego roku, która ma wynieść odpowiednio: -16,2%, -12%, -5% i dopiero w IV kwartale być dodatnia (+3%). Na pewno oczekiwanie na mityczne ożywienie gospodarki nie wystarczy do trwałych wzrostów cen akcji.

Sesje w USA przebiegły korzystnie dla posiadaczy akcji i odsunęły nieco indeksy od wsparć. Dlatego z tej strony przynajmniej chwilowo zagrożenie nieco ustąpiło. Ale rynki Eurolandu bardzo ostrożnie zareagowały na zwyżki, jakby wątpiąc w ich trwałość. Ważne będą dzisiejsze kolejne przybliżenie wzrostu PKB w I kwartale w USA. Ostatnio inwestorzy nienajlepiej przyjęli mocny wzrost, a oczekuje się, ze tym razem dane będą jeszcze lepsze. Jakie te dane nie będą nie zmienią faktu, że głównym zmartwieniem inwestorów jest to, czy wzrost będzie trwały.