Na tle giełd zagranicznych wypadliśmy nieźle, choć nie mam wątpliwości, że było to zasługą bierności podaży, a nie chęci do kupowania powiedzmy otwarcie w większości bardzo drogich akcji. Dlatego dziś spodziewam się prawdziwej weryfikacji nastawienia inwestorów do najbliższej przyszłości. To pozwoli powiedzieć, jak duży wpływ na ich poczynania mają ostatnie wydarzenia na światowych rynkach akcji.
Od pewnego czasu obserwowaliśmy wzrost korelacji naszego parkietu z giełdami zagranicznymi, więc nie widzę przeszkód, byśmy odpowiedzieli spadkiem na ostatnią falę przeceny na rynkach rozwiniętych. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że wtorkowe sesje w USA nie wypadły zbyt okazale. S&P500 wykonał ruch powrotny do przebitego dołka, DJIA odbił się co prawda od lutowego dołka, ale nie zanegował formacji głowy z ramionami. Na Nasdaq przebieg sesji także nie wskazywał na wzrost aktywności popytu i w sumie wyszło coś na kształt odbicia w kierunku majowego minimum. Pozytywnie trzeba odebrać fakt, że ostatnio Nasdaq100 wykazuje relatywnie większą siłę, gdyż ten indeks nie przebił się jeszcze poniżej ubiegłomiesięcznego dołka. Nie zmienia to opinii, że to niedźwiedzie rządzą rynkami w USA i brak jest sygnałów, by w bliskiej przyszłości to miało się zmienić.
Od strony analizy technicznej dla WIG20 mamy ciągle te same poziomy. Zamknięcie wyraźnie powyżej 1390 pkt. to pozytywny sygnał, poniżej 1368 pkt. to zapowiedź trwalszych spadków.