Tego optymistycznego nastawienia nie zmienia nawet fakt, że ostatni tydzień wcale nie należał do udanych dla posiadaczy japońskich akcji. Ruch ten należy traktować jako naturalną korektę w trendzie głównym. Pierwszą oznaką, że wzrosty są zagrożone byłoby przełamanie dwumiesięcznej linii dynamicznej zwyżki. Póki co Nikkei trzyma się dobrze, czego nie można powiedzieć o pozostałych rynkach.

Przeceny na Nasdaq nie widać końca. Błędne okazały się założenia strony popytowej, że dno z początku maja będzie stanowić poziom obrony. 3 czerwca wsparcie to zostało pokonane. Co gorsza dla byków następne równie ważne wsparcie, znajduje się już w okolicach 1 450 pkt. (Nasdaq Composite), co otwiera drogę do całkiem dużej zniżki. Erozja nastroju na giełdzie technologicznej jest wynikiem powątpiewania inwestorów w dynamikę przyszłych zysków spółek. Owszem, bez wątpienia ożywienie w gospodarce światowej doprowadzi do eksplozji zysków. Giełdy w Korei i Tajwanie na fali optymistycznych oczekiwań prawie podwoiły swoją wartość na przestrzeni września 2001 i kwietnia 2002. Problemem obecnych wycen jest to, że nie uzasadniają one stopy wzrostu strumienia cash-flow czy zysków szacowanych nawet przez największych optymistów. W końcu musi to podważyć nastroje inwestorów i zaowocuje racjonalizacją kursów.

Złudne okazały się nadzieje, że oazą spokoju w trudnych czasach okażą się giełdy europejskie. DJ Stoxx 50 pod koniec maja przełamał wsparcie w okolicach 3 400 pkt. Umacnianie się euro świadczy o zwiększeniu alokacji kapitału w aktywach europejskich. Nie korzystają na tym rynki akcji, gdyż kapitał kuszą wyższe średnioterminowe stopy zwrotu z obligacji europejskich (trzymiesięczny papiery dłużne w euro dawały według środowych cen nabycia 3,4% w skali roku, natomiast amerykańskie jedynie 1,8%).

Marcin T. Kuchciak

PARKIET