Zbilansujmy obraz rynku, jaki pozostawił po sobie ubiegły tydzień. Chyba najważniejsza była decyzja o wyborze nowego ministra finansów. W związku z jego wcześniejszymi wypowiedziami o konieczności silnej dewaluacji złotego, utrzymywać się będzie na rynku niepewność co do jego planu gospodarczego. To nie służy poprawie nastrojów na giełdzie. Sytuacja na zagranicznych parkietach była bardzo niestabilna, co skłaniałoby raczej do wniosku o tymczasowości ostatnich zwyżek, niż o początku trwalszej poprawy koniunktury. Dobrym przykładem jest tu piątkowy wzrost w USA, gdzie skatalizowany został brak ataków terrorystycznych w Święto Niepodległości i niska aktywność inwestorów (obroty były o ok. 2/3 mniejsze, niż na wcześniejszej sesji). Do tego dochodzą informacje o kolejnych gigantach, oszukujących w swoich księgach rachunkowych. Fakt, że teraz podejrzenie padło na Mercka, jest wymowny, bo przecież spółka nie należy do segmentu nowych technologii. Po chwilowej przerwie zamieszanie wokół amerykańskich spółek może znów się zacząć.

Od strony technicznej piątkowy wzrost wyglądał nieco na wymuszony faktem obrony we środę niezwykle ważnego wsparcia na poziomie 1173 pkt. Jego ewentualne przełamanie doprowadziłoby zapewne do ataku na ubiegłoroczny dołek na WIG20. Oporem pozostaje poziom 1219 pkt., którego przekroczenie dałoby szansę na mocniejsze zwyżki.