Obecnie najważniejsze pytanie to nie jak szybki będzie ruch, ale w którą stronę nastąpi. Tutaj zdania są ostatnio mocno podzielone i każdy z inwestorów znajdzie argumenty dla posiadanych pozycji. Z jednej strony panujący trend zarówno na rynkach zachodnich, jak i na GPW, skłania do posiadania krótkich pozycji. Do tego dochodzi ciągle dość wysoka wycena spółek i spowodowana ostatnimi skandalami utrata zaufania do giełd, czy choćby słabe perspektywy światowych gospodarek. Jednak z drugiej strony trzeba brać pod uwagę ogromne wyprzedanie rynku, co niezależnie od długoterminowych perspektyw, dać może szansę na jakąś korektę (tylko). Dobrym przykładem może być rynek Nasdaq, który w tym roku zniósł cały wzrost z wrześniowego dołka, ale każdą falę kolejnej wyprzedaży poprzedzała korekta znosząca aż około 61,8% poprzedniej przeceny. Warto przy okazji zauważyć, że okolice ostatniego dołka na tym indeksie wyznaczyły już falę spadkową niemal identyczną do dwóch poprzednich pod względem ich zakresu, jak i czasu trwania.

Z kolei na polskich kontraktach, większość wskaźników osiągnęła w ubiegłym tygodniu rekordowo niskie poziomy, które w przeszłości świadczyły o nieco dłuższej przerwie w fali spadkowej. Przypominając jak niebezpieczna jest walka z trendem, zaryzykowałbym stwierdzenie, że wybicie z zaznaczonego trójkąta symetrycznego nastąpi jednak górą (choć to formacja kontynuacji trendu!), co doprowadzić nas może nawet w pobliże ostatniej luki bessy.

Marek Pryzmont

PARKIET