Właściwie to 30 lipca przełamał tę prostą, ale już po dwóch kolejnych sesjach okazało się, iż wybicie znów było fałszywe. To pozwala przypuszczać, że indeks zejdzie ponownie do poziomu 1200 pkt., a nawet niżej. Jego przełamanie będzie oznaczać powrót do głównej tendencji. Na razie jej struktura nie została naruszona, gdyż jako opór zadziałał poprzedni lokalny dołek. Niedźwiedzie mogą zatem spać spokojnie. Trochę lepiej prezentują się indeksy DJIA i S&P500. Oba odrobiły po 38,2% fali spadkowej, rozpoczętej w marcu, a przy tym nie doszło do przełamania jakichś istotnych poziomów podażowych. Niewykluczone więc, że obserwowane od 24 lipca zwyżki, wyczerpały już potencjał korekcyjny rynku i będziemy mieli powrót do zniżek. To na razie hipoteza, oparta na panującym na rynku trendzie, a jej potwierdzeniem będzie zniżka tych indeksów poniżej zamknięcia z 24 lipca (8191 pkt. dla DJIA i 843 pkt. dla S&P500).
Z europejskich indeksów najbardziej pesymistycznie wygląda DAX. W jego przypadku odbicie przybrało w zasadzie formę jednosesyjnego mocnego wzrostu, który zatrzymał się na poprzednim dołku. O czymś takim trudno powiedzieć, iż miało akumulacyjny charakter. Niemiecki wskaźnik spadł w pobliże ostatniego minimum przy 3516 pkt. Jego przekroczenie przesądzi o kontynuacji przeceny. Negatywnie postrzegam fakt, że mocna zwyżka z 29 lipca idealnie pasuje na ruch powrotny do kilkuletniej formacji głowy z ramionami. Jej znaczenie nie zostało zanegowane, więc w dalszym ciągu trzeba uwzględniać zasięg spadków, wynikający z jej wysokości, w swoich prognozach. Niewiele lepiej wyglądają wykresy FTSE i CAC, z których wnioski na przyszłość są identyczne z tymi, płynącymi z niemieckiego wskaźnika koniunktury giełdowej.
Krzysztof Stępień
PARKIET