Zniżki w Paryżu i Frankfurcie wyraźnie przekraczają 2%, a kontrakty na Nasdaq tracą 9 pkt.

Dla WIG20 istotne znaczenie ma poziom 1151 pkt., wyznaczanych przez dołek z 16 lipca. Wczoraj ten opór został przełamany w końcówce sesji, więc jeśli dziś doszłoby do powrotu poniżej tego poziomu otrzymalibyśmy nieciekawy sygnał. Niepokojące jest też to, że niedźwiedzie z dość dużą łatwością przebiły się poniżej połowy wczorajszego białego korpusu. Ale do zakończenia sesji jeszcze sporo czasu, a alarmistyczne wnioski będą uzasadnione dopiero po zamknięciu poniżej 1151 pkt.

Trudno dziś wyróżnić jakąś spółkę. Większość tych z WIG20 traci po około 2%, co jest uzasadnione po wtorkowej zwyżce. Po około 3% spadają firmy informatyczne, ale one wczoraj też najwięcej rosły. Bardziej od skali spadku będzie istotne, jakie będą dziś obroty. Większe od wczorajszych, to zły sygnał, sugerujący, że potencjał wzrostowy rynku jest bliski końca i znajdujemy się na początku końca korekty.

Warto zwrócić uwagę na wykres euro do złotego, gdzie doszło do wybicia z formacji trójkąta, która zapowiada pokonanie ostatniego maksimum przy 4,19 zł za euro i ruch w kierunku 4,25 zł, a nawet 4,50 zł. Zakładając, że takie formacje tworzą się w połowie ruchu bardziej prawdopodobne jest osiągnięcie tego drugiego poziomu. Gdyby tak się miało stać odczują to spółki zadłużone w europejskiej walucie. Pierwszym kandydatem jest tu Tepsa, która tak silnie traciła w czerwcu przy umacniającym się euro.