Jednak i tak odbiliśmy się mniej więcej tyle, co na świecie. Ostatnie sesje wyglądały tak, jakby inwestorzy wyczekiwali na odreagowanie zagranicą, by "zaczepić" indeks na początku sesji wysoko i później w bardziej komfortowych warunkach pozbywać się akcji. Właśnie tak zaczęła się dzisiejsza sesja.
Warto zauważyć, iż w dalszym ciągu nie została zakryta luka bessy ze środy na poziomie 1090 pkt. We wtorek obroty były duże, co tworzy na wykresie rodzaj wyspy odwrotu, choć to wszystko odbywa się w trendzie bocznym pomiędzy 1065 i 1115 pkt. Wygląda na to, że spadek poniżej 1065 pkt. oznaczać będzie przełamanie wsparcia przy 1040 pkt., bo z wysokości trendu bocznego można oczekiwać zniżki do 1015 pkt.
Na razie nie pozostaje nic innego, jak czekać na rozwój sytuacji. Nie można wykluczyć, iż nasz parkiet czeka na to, jak wypadnie w USA test tegorocznych minimów, który jest już coraz bliżej. Jest bardzo prawdopodobne, że wypadnie on korzystnie dla niedźwiedzi, więc popyt raczej nie będzie wykazywał się większą aktywnością. Dlatego w najlepszym wypadku czeka nas dalsza stabilizacja poniżej 1090 pkt. W bardziej pesymistycznym scenariuszu podążymy za światem i poddamy się zniżkom.