Przedłużające się wahania rynku co zrobić ze wsparciem przy 1040 pkt. powodują, że obraz wskaźników nie jest zbyt pomocny w określeniu przyszłej koniunktury. Biorąc pod uwagę sesje z poniedziałku i wtorku, kiedy to było widać, ze spadki na świecie zaczynają coraz wyraźniej odciskać piętno na notowaniach na naszym parkiecie, można przypuszczać, że inwestorzy oczekują na test lipcowego dołka na S&P500. To ostatni z liczących się indeksów światowych, który broni tegorocznego minimum. Jego sforsowanie nie pozostawi złudzeń co do tego, że bessa panuje na giełdach akcji i nie ma co liczyć na rychłą poprawę.
Wydaje się, że to powinno odbić się na notowaniach u nas i doprowadzić do przełamania 1040 pkt., a później do osiągnięcia przez WIG20 wartości trzycyfrowej. Najtrudniej określić moment, kiedy wybicie nastąpi, gdyż przy tak niskich obrotach rynek może się "męczyć" jeszcze przez kilka dni.
Obniżka stóp o 50 pkt. bazowych nie wywołała większych emocji na rynku. To raczej potwierdzenie, że brak jest w gospodarce ewidentnych oznak ożywienia, bo przecież Rada do tej pory zarzekała się, iż z dalszym luzowaniem swojej polityki będzie czekać na efekty wcześniejszych obniżek.
W moim odczuciu obecna sytuacja naszego rynku przypomina siedzenie na beczce prochu. W zasadzie podaż może się wyzwolić w dowolnym momencie doprowadzając do średniookresowego rozstrzygnięcia. Nadal nie widać czynnika, który mógłby pociągnąć nasz rynek na trwałe w górę. Dlatego akcje nie wydają się dobrą inwestycją na kolejne tygodnie.
Krzysztof Stępień