Patrząc na wykres WIG-u dzisiejszy wzrost można traktować jako dalszą część ruchu powrotnego do linii szyi formacji głowy z ramionami. I z tego względu obecną sytuację na rynku należy uznać za wciąż niewyjaśnioną. Bez wątpienia potwierdzeniem pesymistycznych przewidywań byłby spadek poniżej 1040 pkt. na WIG20, ale wczoraj widzieliśmy, że wraz ze zbliżaniem się do tego wsparcia coraz bardziej gasła podaż, co sugeruje, że rynek nie jest na razie zainteresowany testem, czy co więcej przebiciem tego wsparcia. A to sprzyja marazmowi na rynku. Obroty w pierwszej godzinie notowań są trochę większe, niż wczoraj, ale obiektywnie mówiąc aktywność inwestorów pozostaje na niskim poziomie.

To może być związane z nadzieją, że amerykańskie indeksy zdyskontowały już większość scenariusza podwójnego dna w gospodarce, co przekładałoby się na obronę lipcowych dołków w USA. I trzeba przyznać, że podaż ma ogromne problemy ze sforsowaniem tych istotnych barier. Taka ostrożna teza stoi trochę w sprzeczności z tym, co wynika z analizy technicznej, która każe spodziewać się kontynuacji spadków.

W sumie byłoby trochę dziwne, gdyby nasz rynek przełamał 1040 pkt. wcześniej, niż się to stanie na S&P500, choć z drugiej strony nasza gospodarka jest dużo bardziej uzależniona od kondycji gospodarek Eurolandu, głównie Niemiec. Do tego dochodzą obawy o wynik referendum irlandzkiego, o czym się coraz głośniej mówi. Dlatego niepewność na rynku pozostanie spora. Będzie je podsycać bliskość wsparcia przy 1040 pkt. Dopiero zamknięcie ponad 1053 pkt. pozwoliłoby spodziewać się ponownego ruchu w górę po obronie 1040 pkt.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu