Natomiast gdyby traktat z Nicei, został odrzucony, a tym samym opóźnieniu uległby cały proces rozszerzenia Unii Europejskiej, to należy się liczyć z przeceną. Tylko, czy aby na pewno jeden z tych scenariuszy będzie realizowany w poniedziałek? Niekoniecznie. Jako, że wynik referendum nie jest jednoznacznie przesądzony, a więc istnieje element niepewności, to naturalną reakcją rynku byłoby wyczekiwanie. Tak się jednak nie stało i warszawska giełda pięła się do góry. Każe to przypuszczać, iż piątkowa (a także wcześniejsze) zwyżka to nic innego, jak tylko "gra pod Irlandię". W tej sytuacji mielibyśmy do czynienia z zagraniem typu "kupuj plotki, sprzedawaj fakty". Oznacza, to że w najlepszym wypadku wzrosty będą kontynuowane co najwyżej do poniedziałkowego popołudnia. Później należy się liczyć z realizacją zysków.
Takie zachowanie inwestorów ma uzasadnienie w analizie technicznej. Wykres kontraktów znajduje się bowiem tuż poniżej oporu, jaki tworzy lokalny szczyt z sierpnia br. (1161 pkt.). Jest to silna bariera podażowa. Trudno więc zakładać, iż rynek pokona ją z marszu. Zwłaszcza, iż szybkie oscylatory sygnalizują wykupienie. Dlatego też, należy oczekiwać, że ewentualny test 1160 pkt., wywoła realizację zysków i wejście kontraktów w dłuższą niż jednodniową korektę. Dopiero po niej będzie można ocenić, czy wzrosty będą kontynuowane, czy też dalej jesteśmy skazani na trend boczny.
Marcin R.
Kiepas
analityk niezrzeszony