Z jednej strony jest wspomniana luka bessy, z drugiej listopadowy szczyt przy 1241 pkt. Jeśli tylko indeks do końca dnia utrzyma się ponad 1241 pkt. to byki sesję będą mogły zaliczyć jako swój sukces. Piątkowe notowania nie zapowiadały tak wysokiej wartości WIG20.
Na pewno bardzo pomogły nastroje na światowych giełdach, szczególnie w Niemczech. Także duże wzrosty kontraktów na amerykańskie indeksy zniechęcały do pozbywania się akcji, co w dużym stopniu ułatwiało zwyżkę. Pytanie teraz brzmi, czy rynek kasowy w USA będzie równie optymistyczny. Kontrakty na Nasdaq rosną o 27 pkt., na S&P500 o 14 pkt. Zatem notowania zaczną się z wysokiego pułapu. Będzie on odzwierciedlał oczekiwania na to, że indeks aktywności gospodarczej za listopad przekroczy 50 pkt. i potwierdzi, że gospodarka znów odzyskuje dynamikę. W październiku ISM wyniósł 48,5 pkt., więc jest możliwe przekroczenie 50 pkt. Tyle tylko, że nie do końca wiadomo, jak zareagują inwestorzy, czy uznają taki wynik za zdyskontowany w obecnych cenach, czy też da nowy impuls wzrostowy. Z drugiej strony nie jest pewne, czy gorszy wynik od oczekiwań przełoży się na zniżki, bo trudno zauważyć w ostatnich tygodniach jakąś jednolitą tendencję w reakcjach inwestorów na publikowane dane. Wysoki wzrost PKB posłużył jako pretekst do realizacji zysków, ale mniej znaczący odczyt Philadelphia Fed posłużył jako pretekst do wzrostów.
Przypomnijmy, że S&P500 znalazł się bardzo blisko silnego oporu wyznaczanego przez linię szyi wieloletniej formacji głowy z ramionami (966 pkt. wobec 936 pkt. na ostatniej sesji), co skłaniałoby do przypuszczeń, że miejsca na dalszy trwały i znaczny wzrost nie ma już zbyt wiele.