Trudno więc oczekiwać, ze zostanie dziś wygenerowany jakiś istotny sygnał na przyszłość. Po przebiegu czwartkowej sesji uzasadnione wydaje się opisywanie tego co dzieje się na rynku od 3 tygodni mianem trendu bocznego. Koncepcja szybkiego powrotu do spadków została osłabiona zamknięciem ponad 1115 pkt. Inwestorzy pozostają zatem w niepewności. Z jednej strony wiele negatywnych czynników zostało już uwzględnione w cenach, ale pojawiają się wciąż nowe. Opublikowany wczoraj od wieczór wskaźnik aktywności gospodarczej w rejonie Filadelfii spadł bardzo wyraźnie, nadal rośnie deficyt handlowy USA. W tle pozostaje sprawa Iraku, choć w krótkim terminie jej znaczenie jest niewielkie. Indeksy eurolandu szybko oddały zyski z poprzednich sesji, co nie świadczy dobrze o możliwościach kupujących. Lepiej jest w USA (szczególnie w segmencie technologicznym), ale na optymizm jest zdecydowanie za wcześnie.

U nas ważne były słowa ministra Hausnera o tym, że ożywienie gospodarcze opóźnia się. Podane dziś dane z rynku pracy były bardzo złe - stopa bezrobocia wzrosła do 18,7%. Warto przypomnieć, że Hausner nie pierwszy raz w ostatnim czasie ostrożnie wypowiada się o przyszłej koniunkturze gospodarczej, a przecież nadzieje są mocno rozbudzone zapewnieniami ministra Kołodki. W kontekście sytuacji giełdowej zagrożenie kolejnym rozczarowaniem inwestorów jest bardzo groźne.

W tym przeciągającym się marazmie na rynku pozostaje śledzić poziomy WIG20. Zamknięcie poniżej 1101 pkt. zapowiadałoby test ostatniego minimum. Dopóki wsparcie nie jest przebite jest szansa na powrót WIG20 w okolice 1140 pkt.