Z jednej strony inwestorzy mają w pamięci, że minimalny zasięg ruchu po wybiciu z konsolidacji to 1185 pkt. i nie został on jeszcze wypełniony, z drugiej sytuacja na amerykańskich giełdach chyba nie rozwija się tak, jak to sobie wyobrażała większość inwestorów mocno kupujących akcje w poniedziałek. Ale na razie nie ma też powodów, by popadać w zbytni pesymizm - wszak indeksy w USA od 2 sesji nie rosną, ale też i wyraźnie nie spadają.

Gorsze jest chyba to, że analitycy coraz częściej zaczynają mówić o kondycji gospodarki i spółek, a temat wojny z Irakiem powoli schodzi na dalszy plan. To potwierdzałoby przypuszczenia, że pokonanie Hussajna jest już zdyskontowane przez rynki, a nowych impulsów do wzrostów nie widać. Wyniki za I kw. br., które zaczną być publikowane już w przyszłym tygodniu nie zapowiadają się rewelacyjnie, coraz częściej mówi się o możliwym powrocie recesji w USA, przed recesją w eurolandzie przestrzegła wczoraj Komisja Europejska. U nas oprócz magicznych zaklęć G. Kołodki też nie widać impulsów do dynamicznego ożywienia gospodarki.

Dodatkowo, na naszym rynku musi niepokoić słabość sektora bankowego. Widać ją już od dobrych 3 tygodni, a w przypadku Pekao i BPH PBK najwyraźniej dała znać o sobie w poniedziałek, kiedy to przy mocnym wzroście na całym rynku te spółki prawie nie poszły w górę. Więcej odbiły BZ WBK i BM, ale one więcej też traciły (pierwszy w marcu, drugi w styczniu i lutym).

Podsumowując nie można obojętnie przejść wobec faktu wybicia z trendu bocznego, ale wokół rynku utrzymuje się nadal sporo zagrożeń i na trwały i mocny wzrost nadal się nie zanosi. Dopóki WIG20 nie zamknie się poniżej 1134 pkt. można liczyć na dalszy ruch w górę, ale przy dalszej słabości banków trudno myśleć o przekroczeniu 1185 pkt.