Nadal widać słabość sektora bankowego, co nie jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Inwestorzy nie za bardzo mają powody do kupowania akcji. Jednocześnie w związku z tym, że na rynkach światowych indeksy nie spadają nie ma też powodów, by w Warszawie mocniej wyprzedawać papiery.

Nowym elementem obrazu rynków jest powracająca słabość dolara względem euro. Przez ostatnie 2 lata spadek kursu amerykańskiej waluty dość trafnie wyprzedzał większe fale spadkowe i dlatego warto w najbliższych dniach uważnie przyglądać się temu, co dzieje się z kursem EUR/USD. Przekroczenie poziomu 1,105 dolara za euro byłoby negatywnym sygnałem, obrazującym utratę wiary w wyraźną poprawę koniunktury gospodarczej w USA po zakończonej sukcesem wojnie z Irakiem. Trudno oszacować wpływ na rynki rozwijającej się epidemii SARS. Wpływ na azjatyckie gospodarki tej choroby jest dość wyraźny, pytanie tylko, czy przestraszą się jej inwestorzy na innych kontynentach.

Trudno coś innego napisać po dzisiejszej sesji, jak to, że nadal czekamy na bardziej zdecydowany sygnał odnośnie przyszłej koniunktury na warszawskim parkiecie. Dziś nic w tej kwestii się nie wyjaśniło. Nadal trzyma się linia trendu łącząca marcowe dołki, ale rynek ma trudności z marszem na północ. Wygląda na to, że jak zwykle o trendzie zadecyduje rozwój sytuacji na zagranicznych giełdach.