Jednocześnie utrzymało się wsparcie w postaci szczytu z 6 czerwca przy 1226 pkt. Zatem wyciąganie zbyt pochopnych wniosków z wczorajszej sesji nie jest wskazane. To wcale jednak nie oznacza, że nie miała ona znaczenia. Wręcz przeciwnie, patrząc na to, że dziś rynkowi na odbicie pozwala głównie wzrost kursu PKN, a także na to, że wczorajsza zdecydowana podaż pokazała się po odbiciu od oporu przy 1256 pkt na WIG20, wskazana jest daleko posunięta ostrożność. Ton dzisiejszej oceny łagodzi przebieg wtorkowej sesji w USA. Pomimo słabego początku i kolejnych słabych danych makro, indeksy uchroniły się przed zniżką. Wciąż jednak pozostaje problem wyników za II kwartał, które będą publikowane od połowy lipca. Trudno oczekiwać po nich rewelacji, a oczekiwania są wygórowane. W dodatku towarzyszyć im będzie przedstawienie prognozy na resztę roku. Przy obecnych informacjach z gospodarki amerykańskiej, wskazujących na utrzymujące się tendencje stagnacyjne i bardzo wysokich wycenach akcji, trudno o optymizm. To jednak kwestia dalszej perspektywy.
W krótkim okresie nic na amerykańskich giełdach nie zmieniło się. Byki straciły siły, ale podaż nie jest na tyle mocna, by pchnąć indeksy mocniej w dół. Cały czas jednak utrzymuje się negatywne wskazanie na S&P500 w postaci przełamania linii trendu. Osobiście, przyznaję jednak dużo większe znaczenie barierze 966 pkt i dopóki ona nie zostanie przełamana mówienie o trwałym odwróceniu trendu pozostanie w sferze spekulacji.
Przy tym nie wydaje się, aby przyczyną wczorajszej przeceny w Warszawie była obawa o stan rynków zagranicznych. Prawda, że DAX mocno spadł, ale przecież w przeszłości nie takie "dramaty" nasz rynek wytrzymywał. Teraz nie wytrzymał. I to stanowi solidne ostrzeżenie. Nie ma podstaw, aby traktować dzisiejszą zwyżkę inaczej, jak ruch powrotny do linii trendu. Złym znakiem na kolejne dni będzie zakończenie dnia na poziomie 1231 pkt lub niżej. Perspektywa udanego ataku na 1256 pkt znacznie się oddaliła.