Sytuacja była bardzo zmienna, rynek reagował głównie na dane o amerykańskiej gospodarce (które nie były jednoznaczne) oraz na informacje dotyczące polityki kursowej administracji USA. To właśnie ten ostatni czynnik miał duży wpływ na spadek wartości dolara. Inwestorów zaniepokoiło także pogorszenie wskaźników optymizmu dotyczących największej gospodarki świata.
Gospodarka amerykańska
Ostateczne dane o PKB w USA w drugim kwartale okazały się jeszcze lepsze od tych zrewidowanych. Wzrost wyniósł bowiem 3,3% (zrewidowane mówiły o 3,1%). To oczywiście bardzo dobre informacje. Nie wywołały one jednak euforii. Pamiętajmy bowiem, że to dane historyczne dotyczące kwartału, który się już dawno zakończył. Najistotniejsze jest natomiast to co dzieje się teraz, no i oczywiście przede wszystkim to, co będzie się działo w przyszłości. A jeśli chodzi o tego typu informacje, wrzesień nie był miesiącem, który mógłby spotęgować optymizm inwestorów.
O ile w przypadku produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej można mówić o niezłych danych, o tyle analityków zaniepokoiły np. informacje o zamówieniach na dobra trwałego użytku. Najwięcej obawy budzą jednak wskaźniki optymizmu. Pogorszył się zarówno Consumer Confidence, jak i Michigan Sentiment. Może to oznaczać, że wzrost w czwartym kwartale nie będzie tak duży, jak niektórzy analitycy jeszcze niedawno sądzili. Właśnie pogorszenie tych wskaźników było jednym z ważniejszych czynników spadku wartości dolara wobec euro.
Wciąż nienajlepiej wygląda sytuacja na rynku pracy. Co prawda poziom bezrobocia nieznacznie spadł, a liczba nowozarejestrowanych bezrobotnych jest poniżej 400 tysięcy (ostanie dane pokazują jednak, że jesteśmy nieznacznie poniżej tej graniczy), to jednak trudno na razie jednoznacznie stwierdzić, że najbliższe miesiące przyniosą wyraźna poprawę sytuacji. Rynek pracy jest szczególnie uważnie obserwowany przez inwestorów.