Z drugiej strony dokonania naszych firm w III kwartale są kiepskie. Kolejnym tego potwierdzeniem były wyniki BRE. Zysk większy od oczekiwań, ale znacznie niższy niż w III kwartale ubiegłego roku. Coś z tą oczekiwaną dynamiczną poprawą wyników w drugiej połowie jest nie tak. Akcje były bardzo wysoko wyceniane przy optymistycznych oczekiwaniach, a teraz te wyceny stają się jeszcze mniej atrakcyjne, kiedy widzimy rzeczywiste dokonania. Oczywiście, można próbować walczyć z rynkiem i uczestniczyć w "szarpaninie", jaka ma miejsce od kilku tygodni. Trudno jednak na tym dobrze zarobić.
Podwyżka stóp w Anglii największy wpływ miała na rynek obligacji. Rentowność długoterminowych papierów poszła wyraźnie w górę i w Europie i w USA. To niedobry znak dla rynków akcji. Przypomnijmy, że wykres rentowności dziesięcioletnich papierów rządu amerykańskiego jest bardzo blisko przełamania czteroletniej linii trendu. Jeśli to się stanie powstanie bardzo poważne wyzwanie dla rynków akcji i gospodarki. Chodzi przede wszystkim o efekt bogactwa, oparty na dotychczasowej dobrej kondycji rynków nieruchomości i obligacji.
W odniesieniu do naszego rynku nie ma innej możliwości, jak kierować się analizą techniczną. Wsparciem jest cały czas kilkumiesięczna linia trendu rosnącego (1540 pkt), oporem poziom 1600 pkt. Teraz indeks jest prawie dokładnie w połowie tego przedziału.
Głównym wydarzeniem sesji będzie publikacja raportu z amerykańskiego rynku pracy. Najważniejsza będzie nie stopa bezrobocia, ale liczba utworzonych przez gospodarkę miejsc pracy. Oczekuje się je zwiększenia o 65-70 tys.