Miała tu przeważyć wiara w kontynuację wzrostu na światowych giełdach. Dziś okazuje się, że na nic takiego się nie zanosi.
Chłodna kalkulacja nie daje podstaw do zwyżki kursów. Powtórzmy jeszcze raz - tegoroczny imponujący wzrost indeksów wynikał z przekonania w znaczną poprawę zysków firm w drugiej połowie roku. W tym kontekście spółki rozczarowały. Tak jak można było przypuszczać częściej zaskakiwały niemile niż pozytywnie.
Przy abstrakcyjnych w wielu wypadkach wycenach posiadanie takich akcji można przyrównać do siedzenia na beczce z prochem. Wiadomo, że kiedyś nastąpi mocna wyprzedaż, można się jedynie łudzić, że odsunie się w czasie.
WIG20 spadł przed południem odo 1532 pkt. To oznacza przełamanie wielomiesięcznej linii trendu. Jeśli do końca dnia nie uda się powrócić ponad 1550 pkt, to raczej na wiele tygodni można pożegnać się z dobrą koniunkturą na parkiecie. Teraz wsparciem są okolice 1500 pkt, choć patrząc na przebieg ostatnich sesji nie wydaje się, by zniżka miała zatrzymać się wcześniej niż w okolicy 1435 pkt, gdzie znajduje się 38.,2-proc. zniesienie tegorocznej zwyżki.
Bezpośrednim powodem bardziej zdecydowanej wyprzedaży polskich akcji stało się wyraźne pogorszenie notowań na światowych giełdach. Od pewnego czasu widać, że rynki nie reagują na pozytywne informacje i to już jest poważne ostrzeżenie. Dzisiejsza zniżka dodatkowo pogarsza techniczny obraz indeksów. Najlepszym przykładem jest japoński Nikkei, który zmienił średniookresowy trend na spadkowy.