Dalsza część tygodnia przyniosła natomiast publikację ważnych danych gospodarczych ze Stanów Zjednoczonych oraz wystąpienie szefa FED A. Greenspana w amerykańskim Kongresie.
Zacznijmy jednak od rezultatów szczytu państw G7. W oficjalnym komunikacie ogłoszonym po tym spotkaniu uczestnicy szczytu zgodzili się, że nadmierne wahania kursów walutowych są niekorzystne dla globalnej gospodarki. Podtrzymali jednak opinię, że kursy walutowe powinny być wyznaczane przez rynek. Po raz kolejny zasugerowano więc w ten sposób, że Chiny i Japonia powinny pozwolić na aprecjację swoich walut i w ten sposób niejako "odciążyć" euro jako głównego beneficjenta spadku wartości dolara. Naszym zdaniem takie stanowisko G7 nie wprowadza na rynek wiele nowego. Przede wszystkim nadal nie ma w nim zgody władz USA na powstrzymanie spadku wartości USD.
Wydarzeniem, które przyczyniło się do znacznego spadku wartości amerykańskiej waluty było wystąpienia szefa FED A. Greenspana. Dla rynku walutowego najważniejszą informacją było stwierdzenie, że słabnący dolar pomoże w równoważeniu deficytu handlowego USA. Inwestorzy odebrali to jako przyzwolenie FED na dalszą deprecjację USD. Okazuje się więc, że nie tylko Biały Dom ale i amerykański bank centralny nie ma nic przeciwko spadkowi wartości dolara. Takie opinie dały zielone światło do wzrostów notowań EUR/USD. Sytuację pogorszyły jeszcze opublikowane w piątek dane o deficycie handlowym Stanów Zjednoczonych, który wzrósł w grudniu do 42,5 mld USD oraz bardzo złe informacje o nastrojach amerykańskich konsumentów. Po tych danych EUR/USD osiągnął poziom 1,2890.
Dane o deficycie handlowym oraz stanowisko przedstawicieli władz amerykańskich tworzą przestrzeń do dalszego osłabienia dolara. Otwartą kwestią pozostaje chęć podjęcia przez ECB interwencji na rynku walutowym.